Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Księgarnia internetowa
Lubię czytać
Kontakt - mrsantares@o2.pl
Poczytuję
Włóczkowije - rękodzieło
Wszystkie zamieszczone wpisy są mojego autorstwa, kilka fotografii również zatem wykorzystywanie ich w całości, fragmentach i jakiejkolwiek innej formie bez mojej zgody zabronione
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam
Zaliczone w 2010
Zaliczone w 2011
Zaliczone w 2012
Spis moli

wyzwanie klasyczne

czwartek, 04 listopada 2010

Guy de Maupassant - czyż nie brzmi jak muzyka? Całe jego życie to temat do niejednej wciągającej powieści. Syn siostry poety Alberta Le Poittevina, oddany pod skrzydła Gustava Flauberta, który wtajemnicza go w arkana sztuki. "Chodzi o to, by w obserwowanym świecie uchylić tajemnic, których nikt nie dostrzegł i nie opisał"*1 Wierny realizmowi, precyzji w opisie, uwielbiający nocne kabarety, przelotne miłostki i sporty wodne. Ulegający nagminnie czarom Zielonej Wróżki, często podróżuje po świecie, dokumentując dokładnie wszystko, co przeżył.

Nie znam nic równie pięknego jak życie tułacza, życie od przypadku do przypadku. Być wolnym, pozbawionym wszelkich ograniczeń, pozbawionym obowiązków, pozbawionym nawet mysli o dniu jutrzejszym.*2

Walczący z objawami kiły, torturowany przez ataki migrenowe, tłumiący ból w narkotykowych wizjach powoli wpadający w obłęd. A co najdziwniejsze, Maupassant to bodaj jeden z nielicznych pisarzy, którzy za życia zostają właścicielami jednej z największych fortun literackich.

"Bel - Ami" to niesamowita powieść. Dawno nie czytałam tak pięknie napisanej powieści. Zachwyca język, dokładny, precyzyjny w opisie, uwodzący jak muzyka, prosty i przejrzysty jak rzeka, po prostu piękny.

Bel Ami to przydomek nadany głównemu bohaterowi, Jerzemu Duroy, znaczący mniej więcej  - Piękny Pan. Były wojskowy, o nienagannym wyglądzie  i wystudiowanych ruchach był bardzo pociągający. I, na nieszczęście płci niewieściej, doskonale wiedział jakie czyni spustoszenie w sercach kobiecych i perfekcyjnie potrafił rozsiewać lepkie nici. Po powrocie z Afryki, gdzie bez żadnych przeszkód, bez kodeksów i zasad moralnych, swobodnie mógł zaspokajać swoje instynkty, w Paryżu nie potrafi się odnaleźć. Puste kieszenie i war we krwi.*3 Marna robota, jeszcze bardziej marne pieniądze a potrzeby wzrastają coraz bardziej, im częściej odwiedza popularne spacerowniki paryskie. Widząc tych wszystkich bogatych, otulonych w kosztowne stroje Paryżan z wyższych elit pragnie za wszelką cenę zrobić karierę i zbić fortunę. Oczywiście jak najmniejszym kosztem.

Z poczatku trochę naiwny i impertynencki, z czasem doprowadza do perfekcji subtelne gierki, zgrabnie kombinuje, uwodząc - i to jak łatwo! - bogate i wpływowe kobiety, do końca i z premedytacją je wykorzystując. Chłonie jak gąbka wszytkie nowinki, ploteczki, polityczne gry, zgrabnie lawiruje wśród nieuczciwych urzędników, doskonale potrafi pociągac za sznurki nie licząc się z uczuciami innych. Porzucenie kobiety, którą kochało się do szaleństwa do czasu osiągnięcia celu jest równie łatwe jak wyrzucenie niemodnego kapelusza. Przecież wykorzystywanie bogatych - często mężatek - kobiet jest o niebo prostsze i szybciej przynosi skutki niz ciężka praca. I osiąga sukces, zmieniając nazwisko na Du Roy. Dlaczego? Bo kieruje nim tylko jedno pragnienie - tytaniczna żądza posiadania.

W powieści jest wszystko, miłość i samotność, zazdrość, zdrada, egoizm i wspaniałomyślność, erotyzm i piękne słowa jak lep, sztuczny miód dla wygłodniałych serc niekochanych kobiet. Świat pełen hipokryzji i zepsucia, nieustający flirt pieniądza z władzą, wyrachowania i intryg, kryjących się za fasadą eleganckich domostw, strojów, błyskotliwej konwersacji.

... chwila zręcznych niedomówień, zasłon podnoszonych słowami (...), chwila fortelów językowych, zuchwałych powiedzonek umiejętnie zawoalowanych, bezwstydnych hipokryzji, zdań, które w układny sposób pokazują rzeczy mniej układne, nasuwają oczom i umysłowi wizję tego wszystkiego, czego nie można wypowiedzieć, umożliwiają ludziom z towarzystwa rodzaj miłości subtelnej i tajemniczej, rodzaj nieczystego kontaktu myślowego, (...) budzący wstyd i pożadanie*4

Nie napiszę o swoich odczuciach - nie w kontekście językowym, który jest fascynujący - ponieważ musiałabym użyć słów mocno niecenzuralnych. Wciąga szalenie, właściwie niewiadomo kiedy upłynie dzień, a co szokujące, nic nie straciła na aktualności. Nie wiem, śmiać sie czy płakać. Ciągle przeglądający się w lustrze Bel Ami uświadamia, jak łatwo zapomnieć o innych, podążając ścieżką sukcesu.

Obowiązkowo.

*1 tamże, str 11

*2 tamże, str 7

*3 tamże, str 16

*4 tamże, str 87

 

Tak na marginesie, powstaje film wzorowany na tej powieści, gdzie główną rolę gra - uwaga! - Robert Pattinson. Załamałam się. Partnerują mu Uma Thurman, Christina Ricci i Kristin Scott Thomas. Oto kilka fotek:





niedziela, 19 września 2010

Przybywały tam wszystkie dzieci, którymi zajęły się wróżki, bo ich okrutne matki i ojcowie nie chcieli tego zrobić; wszystkie, które rosły nie uczone i były wychowane na pogan; i te, które popadły w nieszczęście z powodu bicia, ciemnoty albo zaniedbania; wszystkie te dzieci, które matki przydusiły w łóżku i którym od małego dawano dżin albo pozwalano pić z gorącego czajnika, albo te, które się poparzyły; wszystkie dzieci z ulic, podwórzy, z zapadłych wiosek, które umarły od gorączki i na cholerę, i odrę i szkarlatynę, i inne okropne choroby, na które nikt nie powinien chorować, (...) i wszystkie dzieci, ktore zostały zabite przez okrutnych panów i nikczemnych żołnierzy...*1

Właśnie tam, na tajemniczej, czarodziejskiej wyspie Świętego Brandana, mieszkały wodne dzieci. Dzieci, które zaznały okrucieństw i nieszczęść na lądzie, porzucone i samotne dzięki pomocy wróżek odkrywają wodny raj. Pomagają wodnym stworzeniom, uwalniają z pułapek i sieci, sprzatają po sztormach, pielęgnują wodne ogrody. A przede wszystkim bawią się i są bardzo szczęśliwymi dziećmi.

Mały, dziewięcioletni kominiarczyk Tom, poniewierany i wykorzystywany przez swojego okrutnego opiekuna, pana Grimesa do najgorszych robót nie jest nieszczęśliwym dzieckiem. Chłopiec obraca się wśród uliczników, złodziei i ciemnych typów, chłonąc jak gąbka złe zachowania. Pewnego dnia, podczas czyszczenia kominów w ogromnej posiadłości Tom przez pomyłkę - duża posiadłość, dużo kominów - wpadł do pokoju małej Ellie, córki właściciela majatku. Posądzony o kradzież, przerażony chłopiec ucieka i w wyniku nieszczęśliwego wypadku wpada do rzeki. Ale dobre wróżki zamieniają małego kominiarczyka w wodne dziecko. Tom powoli zapomina o przeszłości, poznaje mieszkańców rzeki, później za namową wydry wyrusza w pełną niesamowitych  i najdziwniejszych przygód podróż do morza, by odnaleźć inne wodne dzieci.

"Wodne dzieci" wyd. z 1920 roku

Autor nie oszczędza czytelnika. W tej książeczce, adresatami są dzieci, pełno wszelkiego rodzaju bardzo sprytnie zawoalowanych morałów, porad życiowych i przestróg. Świat wyobraźni Kingsleya jest przeogromny, niesamowicie bogaty, zaludniają go fantastyczne stworzenia, przedziwne istoty, potwory i cudne krainy. Dorośli mogą odnaleźć wiele aluzji do ówczesnego społeczeństwa, którego obraz, z subtelną ironią i uśmieszkiem, prezentują wodni mieszkańcy. Mnóstwo odniesień do mitologii, religii, nauki i przesądów. Wszystko przyprawione kpiarskim humorem i językowymi zabawami. Mnie poraził ogrom cytatów z poezji i malarstwa XIX wieku oraz "Struwwelpeter" Heinricha Hoffmana, którym to moja babcia zęsto nas straszyła. Skutecznie:)

Polecam. Film też, chociaż ogladałam go baaardzo dawno.

*1 tamże, str. 141

czwartek, 09 września 2010

Dawno temu, w dziecięcych latach zaczytywałam się w starych, gazetowych wydaniach "Niesamowitych opowieści", "Opowieści z dreszczykiem" czy "Nie czytać o zmierzchu", takich małych zbiorów opowiadań z przełomu XIX I XX wieku. Wchłonęłam te antologie z wypiekami na twarzy ciesząc się nocą, że nie mieszkam w ogromnym pałacu z zamkniętym jednym skrzydłem i nie posiadam domku dla lalek. Tam po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Nathaniela Hawthorna.

Sięgając po stosunkowo nieduży zbiór opowiadań spodziewałam się dusznych klimatów, podskórnego lęku i niepokoju. I trochę się rozczarowałam. Niesamowita atmosfera i ogromna wyobraźna autora odcisnęła mocne piętno w każdej z dziesięciu opowieści to groza jest tutaj zjawiskiem dość rzadkim. Co nie znaczy, że nie warto sięgnąć po tę antologię. Hawthorne pisze wspaniałym, bogatym językiem, pełnym fantazji i niesamowitej pomysłowości, barwnym wręcz baśniowym, momentami przypominając biblijne przypowieści. Każde z opowiadań mocno nasycone symbolami i intensywnie moralizatorskie, co czasami stanowi taką małą ale bardzo denerwującą usterkę.

Opowiadania Hawthorna to często swoiste alegorie o naturze ludzkiej, pożądaniu zła i uleganiu mu, moralności i hedonistycznemu rozpasaniu. Autor często stawia pod murem swiat, w którym żył, ukazuje hipokryzję purytańskiej społeczności, często nawiązując do haniebnej w jego mniemaniu historii własnej rodziny. Jego prapradziadek, John Hathorne był sędzią podczas rozpraw w Salem, podczas "słynnych" polowań na czarownice. Te wydarzenia a właściwie skazania niewinnych ludzi  przez wiele lat dręczyły Nathaniela do tego stopnia, że zmienił nazwisko dodając literkę "w" aby odciąć się od rodzinnej klątwy, za którą uważał śmierć niewinnych ludzi. Idealną próbą rozrachunku stanowi opowiadanie "Młody gospodarz Brown" kipiące od obłudy i fałszywej pobożności oraz "Całopalenie ziemskie"- celna przypowieść o ludzkiej namiętności.

Równie silną rolę odgrywa przyroda, jej potęga, jej czystość, nieskażenie a jednocześnie nieosiągalność. O jej cudownym lecz źle wykorzystywanym darze stanowiącym swoiste cofnięcie w czasie snuje opowieść w "Eksperymencie doktora Heideggera", notabene moim ulubionym. Jak bardzo człowiek jest zachłanny, zaślepiony, nienasycony w dążeniu do osiągnięcia sukcesu bez względu na skutki. Smutny koniec, porażający w swojej prostocie, że dobre maniery, ogłada, życiowe doświadczenia związanie z wiekiem są skorubką, wydmuszką li tylko gdy człowiek próżny i egoistyczny z natury.

Hawthorne godny polecenia, językowo wysmakowany i chociaż ton moralizatorski nudzi czasem i budzi lekki uśmieszek, znać należy. Złapać autora za rękę i dać się poprowadzić po niepokojącym, dziwnym świecie.

Wspaniale działa na wyobraźnię.

środa, 01 września 2010

Jak szaleć to szaleć. Kolejne wyzwanie, przy którym nadrobię zaległości i spróbuję zmierzyć się z czytaniem w oryginale

Nie robię żadnych list i planów, wystarczy mi wizja kilku półek książek zakupionych gdzieś w antykwariatach i pchlich targach, które tylko czekają na swój moment.

Czas najwyższy.

Pozdrawiam wszystkich uczestników

Szczegóły na blogu.