Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Księgarnia internetowa
Lubię czytać
Kontakt - mrsantares@o2.pl
Poczytuję
Włóczkowije - rękodzieło
Wszystkie zamieszczone wpisy są mojego autorstwa, kilka fotografii również zatem wykorzystywanie ich w całości, fragmentach i jakiejkolwiek innej formie bez mojej zgody zabronione
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam
Zaliczone w 2010
Zaliczone w 2011
Zaliczone w 2012
Spis moli

rozczarowanie

piątek, 11 lutego 2011

Na początku były wilki. Fascynujące, enigmatyczne stworzenia, posiadające w środku cząstkę mroku, kojarzące się z księżycem w pełni, wolnością, wiatrem. I własne, wewnętrze pragnienie usłyszenia ich głosów.

Później objawił się ten krótki reportaż

Zaciekawił, rozbudził mały apetyt, tym bardziej, że twórczość Nurowskiej nie była mi wcześniej znana.

Po przeczytaniu tej niedużej pozycji długo będę się zastanawiać czy sięgnąć po następną książkę tej autorki.

Piękna oprawa, uspokajająca, zielonkawa kolorystyka, piękny wilk o zimnych oczach na okładce. A w środku? Kompletna bezbarwność, przeciętność, emocjonalny chłód. Bardzo duże rozczarowanie. A materiał, temat przecież bardzo plastyczny, mocny, dający pole do niesamowitych pisarskich wyczynów.

Katarzyna, absolwentka SGGW w Warszawie rusza z plecakiem do bieszczadzkich głuszy aby zebrać materiał potrzebny jej do napisania pracy doktorskiej o dzikich przodkach udomowionych psów. W drewnianej chacie pozbawionej prądu, łazienki i innych, "miejskich" wygód, razem z dwójką obeznanych w terenie kolegów po fachu, Marcina/Kluneja i Olgierda o jastrzębiej twarzy, odkrywa niesamowity świat wilczej watahy. Szybko udowadnia, że niewygody jej niestraszne, wielogodzinne siedzenie na gałęzi nie powoduje żadnych większych nieprzyjemności, zaskarbienie zaufania wilczej rodziny nie stanowi problemu a heroiczne uwalnianie z sideł i walka z kłusownikami to chleb powszedni. Bojowość, hardość, bezpardonowa walka o to, czego pragnie, egoizm i rozbuchane przekonanie o własnej nieomylności. Aby pokreślić własną niezależność i stawianie swoich racji na świeczniku bohaterka posiada odpowiedni tatuaż na karku - Noli me tangere - Nie zatrzymuj mnie. Próby uświadamiania mieszkańców, że owczarki podhalańskie są idealnym lekiem na atakujące stada wilków i wzbudzenie ich sympatii na tyle by zyskac przydomek "Tańczącej z wilkami" nie są murem, którego nie da się przeskoczyć. Rodzące się uczucie - a jakże! - między bohaterami budzi niepewność, lęk i denerwującą nieporadność. Nie napiszę płaskość chociaż ciśnie się na usta.

Nie dowiedziałam się z książki niczego, czego wcześniej nie wiedziałam o tych pięknych zwierzętach. Dziennik, który prowadzi główna bohaterka, kojarzy się z zapiskami licealistki, nie przemawia do mnie wątły mistycyzm zakreślonej w książce więzi między Katarzyną a wilczą rodziną, którą obserwuje.

Nie przekonuje główna bohaterka, nie potrafiłabym znieść jej graniczącej z ekstremalnym fanatyzmem walki o wolność wilków i zakaz ich odstrzału.

Bieszczady to jedyne polskie góry, gdzie, z lekkim rumieńcem wstydu, nie stanęła moja stopa a opis bieszczadzkich kniei mnie nie zachęca niestety. I ta Toskania, ni przypiął ni przyłatał.

Wilki, dość nieoczekiwany koniec i poezja Mariny Cwietajewej to trochę za mało. Ot, piękna wydmuszka. Ale tego fragmentu wiersza sobie nie daruję

Uławiać móc, skroś ciżby ludzkiej męty

Twą życiodajną twarz -

Duszą, żyjącą tchnieniem twym swiętym

Jak wiatru wiewem - płaszcz*1


*1tamże str. 201



niedziela, 01 sierpnia 2010

Thriller historyczny. Szaleństwo na punkcie kilku glinianych tabliczek, które mogą dokonać przewrotu w archeologii, w poszukiwaniu których przybywa do Iraku w przededniu wojny międzynarodowa ekipa pod wodzą ekscentrycznego profesora. Ten swoisty obłęd zapoczątkowała mało znana archeolog Clara Tannenberg powiadamiając na kongresie w Rzymie o istnieniu dwóch glinianych tabliczek z czasów Abrahama, będących w posiadaniu jej dziadka, pasjonata starożytności i byłego nazisty. Groźba wojny, płatni mordercy, zdesperowani archeolodzy, spragnieni zemsty byli więźniowie, fanatycy, naziści, w retrospektywach Abraham i jego uczeń, ludzie Saddama i młody ksiądz-idealista w przegadanej, strasznie przewidywalnej, dłuugieeej i po prostu zwyczajnie nudnej powieści. I ta główna bohaterka... Zdecydowanie mówię NIE.


Poego uwielbiam. Mam dwa rozlatujące się, zaczytane na śmierć tomy jego opowiadań, po które raz po raz sięgam. Pearl uwiódł mnie jakiś czas temu powieścią "Klub Dantego", głównie samym warsztatem niż powieściową intrygą. Zwłaszcza, że po przeczytaniu książki odnowiłam znajomość z "Boską Komedią". Pełna nadziei na kolejną lingwistyczną ucztę, cudowne opisy dziewiętnastowiecznej epoki, litareckie smaczki zaczęłam czytać i czytalam, czytalam zagryzając co jakiś czas palce, żeby nie krzyczeć. Katastrofa! I do tej pory nie wiem, czy zawinil pisarz lecąc na fali popularności i płodząc coś takiego czy tłumacz. Sama intryga toczy się wokół przedwczesnej, tajemniczej śmierci Poego i młodego prawnika, wielbiciela jego twórczości, pragnącego wyjaśnić zagadkę zgonu mistrza. Książkę broni ciekawe tło epoki, intrygujące nawiązania do opowiadań Poego - paryski detektyw będący jakby wzorem detektywa Augusta Dupina z "Morderstwa przy Rue Morgue", stylizowany język, do którego ciężko się przezwyczaić ale to za mało, by wciągnąć i niedosypiać po nocach. Nudna i długa. Bardzo się rozczarowałam i nie wiem czy sięgnę po kolejną powieść Pearla - "Zagadka Dickensa".