Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Księgarnia internetowa
Lubię czytać
Kontakt - mrsantares@o2.pl
Poczytuję
Włóczkowije - rękodzieło
Wszystkie zamieszczone wpisy są mojego autorstwa, kilka fotografii również zatem wykorzystywanie ich w całości, fragmentach i jakiejkolwiek innej formie bez mojej zgody zabronione
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam
Zaliczone w 2010
Zaliczone w 2011
Zaliczone w 2012
Spis moli

nie tylko piękna literatura...

piątek, 13 września 2013

Z okazji dzisiejszego dnia - zawsze jak potrzebuję czegoś nietuzinkowego w naszym cudownym języku sięgam po Tuwima. Niezwykły człowiek.

Wierszyk "obojga narodów"

Wersja polska:

Oko trę, że mam ból
Taki los komu żal ?
oko trę, pali sól
O madame, kulą wal
Ile trosk, ile burz,
a krew kipi, wre ,
O madame, oto nóż
O, madame, oto mrę

Wersja francuska:

O, contrain je m'emboulle,
Taquilosse, comme ou jalle?
O, cotrain, polissoule
O madame, coulon valle!
Il est trosque, il est bouge,
A ma creve qui pis vrai
O, madame, o tonuche
O madame, o tome rain

 

poniedziałek, 09 sierpnia 2010

"Dziwnologia. Odkrywanie wielkich prawd w rzeczach małych." Autor, naukowiec i psycholog, były sztukmistrz i praktykujący iluzjonista, od lat analizuje to, co dziwne i nietypowe i zajmuje się na codzień naukowo rzeczami na pozór niepoważnymi.

"Dziwnologia" - jak nazywa ją Wiseman - jest dziedziną psychologii, która "wykorzystuje metody naukowe do zgłębiania osobliwych aspektów życia codziennego"*1. Dlaczego tak wiele osób wierzy w horoskopy i ma kontakt z siłami nadprzyrodzonymi, nie lubi dziwnych imion, chętniej pomaga ludziom podobnym do siebie, łączy wysoki wzrost z sukcesem a zarost z diabolicznymi zamiarami, i dlaczego łyżeczki do herbaty tak szybko odchodzą w niebyt.

Książka Wisemana to istna kopalnia niezwykłych i szalenie interesujących ciekawostek z pogranicza psychologii, często ocierających się o absurd, ale pełnych użytecznej wiedzy. Bogaty arsenał osobliwych tematów do popisania się na nudnym przyjęciu, jak twierdzi sam autor. Jak łatwo można skłonic człowieka do "przypomnienia sobie" wydarzeń, które w rzeczywistości nie miały miejsca. Dlaczego Hitler wydał specjalny dekret, w którym zakazywał nazywania psów Adolf. Do czego tak naprawdę służy figura kota Kaspara w jednym z londyńskich hoteli i czym dokładnie zajmował się Klub Trzynastu. Ukazuje, jak głęboko zakorzeniona jest irracjonalność i wiara w przesądy, obejmująca nieraz całe narody. W krajach azjatyckich na przykład za pechową liczbę uważa się cyfrę cztery, ponieważ brzmi nieomal tak samo jak wyraz "śmierć". A lekarze należą do najbardziej przesądnych zawodów, wierzą w wpływ pełni na hospitalizację, żeby daleko nie szukać. Autor próbuje odkryć w czym tkwi tajemniczy potencjał komiczny głoski "k". Czemu zwolennicy muzycy country popełniają więcej samobójstw niż słuchacze innego rodzaju muzyki. Dlaczego uśmiech Mony Lisy jest tak zagadkowy? Wystarczy Giocondzie spojrzeć w oczy, nie na usta.

Autor w przedziwnych badaniach porusza kwestie altruizmu, psychologii podobieństw, oszustw i manipulacji. Jak rozpoznać kłamcę, nie dać się oszukać i naciągnąć na promocje w marketach, w telewizji i na ulicy. Dlaczego słuchając muzyki klasycznej sięgamy po droższe wina i dlaczego atrakcyjność wzrasta przy rozmowie o podróżach na wysoko zawieszonym moście nad rwącą rzeką.

Mnóstwo, mnóstwo szalenie ciekawych i prześmiewczych eksperymentów, które wbrew swojej niedorzeczności znajdują odzwierciedlenie w codziennym życiu i potwierdzają popularne opinie. Ujawnia zaskakująco powszechne zachowania, jak wielki wpływ na postawy innych ludzi ma zwykła nalepka na samochodzie i dlaczego wyjątkowo często podchodzimy do kas ekspresowych mając więcej niz dziesięć produktów w koszyku. Przypomina o tym, że śmiech przedłuża życie i może zbliżać narody. Ujawnia złożoność ludzkiej psychiki i łatwość ulegania sugestiomi i oczekiwaniom środowiska w którym człowiek żyje.

Nareszcie dowiedziałam się, dlaczego tak często gubię rękawiczki.:)

I chociaż po zdjęciu obwoluty, która to rzecz zawsze mnie drażni i rodzi niszczycielskie skłonności, zostałam porażona wściekłym różem, z czystym sumieniem polecam. Gdybyż to wszelka wiedza wykładana była w taki sposób... wszyscy byliby badaczami. :) Niesamowita naukowa ciekawostka.

*1 tamże, str.15

sobota, 10 kwietnia 2010

Zwłoki to nasi superbohaterowie: niestraszny im ogień, potrafią znieść upadki z wysokich budynków i czołowe zderzenia ze ścianą. Mozna do nich strzelać, przejechac im po nogach motorówką - to ich nie rusza. Można bez szkody usuwać im głowy. Są w stanie być w sześciu miejscach naraz.(...) Śmierć ... nie musi być nudna.

Mary Roach to dziennikarka specjalizująca się w bardzo osobliwych tematach. Ukazały się trzy książki jej autorstwa, ja zdecydowałam, pojęcia nie mam co mnie pokusiło, na pozycję dotyczącą "pośmiertnych przygód naszych ciał" i, wbrew dziwacznych, momentami szokująco-obrzydliwych osiągnięciach ludzkich zwłok, książka na długo zagości w mojej głowie.

Autorka, w bardzo skrupulatny, dociekliwy a jednoczeście lekki i nie przekraczający granicy "taniej sensacji", wprowadza czytelnika w świat ludzkich zwłok. A świat to bardzo bogaty - zwłoki, oprócz poddawaniu wszelakim eksperymentom medycznym, transplantologii, pobierania organów czy służąc za pomoc anatomiczną na uczelnianych stołach, znajdują zatrudnienie w armii - testy na wytrzymałość kamizelek, naboi i siły uderzenia oraz jej wpływu na ludzkie ciało. Służą jako manekiny w testach zderzeniowych i wytrzymałościowych związanych z wypadkami samochodowymi. Odpoczywają na tzw. trupich farmach, gdzie badany jest postęp ich rozkładu pomocny później w kryminalistyce. Poświęcają się dla dobra medycyny, anatomii i, co mnie zszokowało, zatrudnienie znajdują również w przemyśle kosmetycznym - wygładzanie zmarszczek czy powiększanie penisów.

Pierwsze rozdziały czytałam jak powieść kryminalną, co jakiś czas czytając na głos fragmenty i upewniając się czy dobrze zrozumiałam. Rozdział poświęcony XIX-wiecznej medycynie nie bez kozery zatytułowany został - Zbrodnie anatomii. Pierwszy z góry przykład:

"... sir Astley wydrapywał imiona kolegów lekarzy na pomalowanych farbą kawałkach kości, a następnie zmuszał laboratoryjne psy do połknięcia ich, tak że kiedy wyciągał kość podczas sekcji psa, litery wyglądały jak wyżłobione bo niepomalowana część kości została rozpuszczona przez kwasy żołądkowe. Wyroby te wręczano w charakterze zabawnych prezentów."

 

Roach odwiedza laboratoria, krematoria, kostnice i zakłady pogrzebowe. Porusza wiele drażliwych tematów - rozkład ciała, "utylizacja" zwłok, ekologiczne pogrzeby, śmierć ciała a śmierć mózgu. Jest dosadna, skrupulatna, męcząco konkretna i chociaż momentami drażniły mnie jej kulinarne porównania, pisze z dużym wyczuciem  i swoistym poczuciem humoru. Wplata zaskakujące informacje, naprawdę zabawne przypisy i mrowie ciekawostek.

" Co ciekawe, w kulturze egipskiej, którą najbardziej kojarzyłabym z bawełnianymi kuleczkami, nie używano słynnej egipskiej bawełny do wypychania wyschniętych oczu. Starożytni Egicjanie wkładali tam cebulkę perłową. Cebulkę. Jeśli ktoś miałby mi wpakować któryś z kulistych dodatków do martini, to wolałabym oliwki."

Człowiek może również zakończyć swój żywot jako zmelifikowany cukierek, serwowany na arabskich XII-wiecznych bazarach. To po prostu martwe szczątki przesycone miodem. Tacy osobnicy sami zgłaszali chęć posłużenia jako "zmumifikowane cukierki". Odżywiali się tylko miodem, kąpali w miodzie i nim krzepili. Po śmierci, przez okolo 100 lat zamarynowani w miodzie, po otwarciu z pozostałości formowano rzeczone zdrowotne cukierki. Obrzydliwość pochodząca z drastycznego rozdziału poświęconemu kanibalizmowi, krwi, czaszkach, skórze i ekstremantach. Przebogaty wachlarz wykorzystania ludzkiego ciała i jego wydzielin w medycynie i to nie tak dawno. Silne nerwy i mocny żołądek wskazane.

Nieapetyczny temat w ujęciu Roach ujął mnie swoją różnorodnością. Polecam, chociaż momentami bywa makabrycznie czy wręcz zbyt nużąco, jak to określił mój brat. A wizja siebie po śmierci w postaci rododendrona nie przestaje mnie zastanawiać.