Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Księgarnia internetowa
Lubię czytać
Kontakt - mrsantares@o2.pl
Poczytuję
Włóczkowije - rękodzieło
Wszystkie zamieszczone wpisy są mojego autorstwa, kilka fotografii również zatem wykorzystywanie ich w całości, fragmentach i jakiejkolwiek innej formie bez mojej zgody zabronione
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam
Zaliczone w 2010
Zaliczone w 2011
Zaliczone w 2012
Spis moli

fantastyka

niedziela, 31 października 2010

Zaciekawiona byłam strasznie, co też poczytuje pokątnie w pracy młodsza siostra, o czym tak długo rozmawia przez telefon i co tak strasznie przeżywa, nazywając jakąś Wiki chodzącą ślepotą i skończoną idiotką. Zagadnięta z nagła stwierdziła, że ślepiec jest mniej ślepy niż ta frajerka, ma takie cudo, taki chodzący testosteron z sercem na dłoni obok a lata za jakimś rozklapanym ciapciem. No skończona debilka po prostu. Hmm, no tak. Sięgnęłam bo tę książkę i od razu zaskoczyłam - recenzja u Clevery. I poprostu musiałam ją przeczytać.

Istny misz masz. Wszystko, co chodliwe ostatnio i bardzo modne. Anioły i diabły, rajskie piekło i nudnawy eden, targi o duszę i szalone imprezy przy wysokoprocentowych napojach. Seksowne ciuszki, szybkie samochody i nieziemsko ziemskie posiadłości. I to wszystko można stworzyć samemu, pamiętając o tym, żeby owoc miał nie tylko piękny kształt ale zapach, smak i soczystość. Ha, wystarczy tylko zostać diablicą, podpisać cyrograf na 66 lat pracy, zjeść zielone jabłuszko i dostać za przewodnika piekielnie seksownego diabła. Wiktoria vel Wiki własnie dostała swoją szansę. Dlaczego została zamordowana, kto tak naprawdę pociąga sznurkami w tym piekielnym świecie, jaką rolę odegra Piotruś, którym dziewczyna jest zauroczona i co ukrywa nieszczęśliwie zakochany w Wiktorii Beleth odkrywamy powoli, smakując ciekawą wizję zaświatów, spotykając bohaterów historii, galerię przedstawicieli niebios i piekieł, poznajemy układy i mechanizmy rządzące królestwem ciemności. Postać Śmierci też odbiega od innych, a targi o duszę śmiertelników pozbawione są wszelkich zasad. Jak to na wojnie. A Wiki pragnie poznać prawdę o swojej śmierci za wszelką cenę.

Temat diabelsko-anielski eksploatowany ostatnio dość mocno na równi z wampiryzmem, obawiałam się, że schemat będzie gonił schemat a przyjemnie się rozczarowałam. Ciekawa ucieczka od rzeczywistości, przesycona niezłym humorem, lekka i swobodna. I z bólem przyznaję rację siostrze - chociaż bohaterowie nie sa zbytnio wyszykani i charakterystyczni, brakuje jakieś mocniejszej nuty to za diabła nie rozumiem co bohaterka widzi w tym Piotrusiu - zdrobnienie jak najbardziej na miejscu. Ale ja zawsze miałam słabość do złotookich Mrocznych o niepokojącej urodzie.

Książka trafiła w odpowiedni czas, granica między światami cienka i może kluczyk do sekretnych, własnych drzwi nie będzie potrzebny. Swoją drogą kończyłam czytac jadąc tramwajem o numerze wagonu 666, ale żaden mroczny się nie zjawił:)

Może grozić zaczytaniem.


19:54, mrsantares , fantastyka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 września 2010

Nie miała baba kłopotu, to zachciało się czegoś "lekkiego" i ze smaczkiem, co by zbytnio się nie przemęczać, to się napatoczył pan Grzędowicz i baba wpadła jak śliwka w kompot.

Okropnie mnie pan Jarosław załatwił tą science -fantasy. Naprawdę nie spodziewałam się tak wciągającej i ciekawej powieści, tak barwnego świata bez przesadnych zawirowań i udziwnień, zaludnionego ludźmi podobnymi do nas, wyrazistymi i z intrygującą kulturą. Taką wymiksowaną średniowieczną z elementami wierzeń ludów północy. Spiętą bestriariuszem rodem z najgorszych, halucynnych koszmarów z płócien Hieronima Boscha.

Fabuła prosta jak drut. Główny bohater, dziecko starego świata, Vuko Drakkainen, pół-Polak, pół-Fin, wychowany w Chorwacji - szok kulturowy dzięki temu mu obcy - wyrusza z misją ratunkową na planetę, z flory i fauny zbliżonej do ziemskiej. Wyposażony w nowoczesny, budowany nanotechnologią sprzęt doskonale imitujący tamtejsze zbroje, broń i narzędzia, wspomagany przez biologiczny wszczep, symbiot, czyniący z niego wręcz nadczłowieka. To dopalacz, emocjonalny stabilizator, reduktor strachu i noktowizor w jednym. Umożliwia też porozumiewanie się w różnych językach i narzeczach nowego świata. Wyrusza sam, by jego obecność jak najmniej zakłóciła porządek i w jak najmniejszym stopniu ingerowała w losy tamtejszej społeczności. Cel misji - odnaleźć, uratować lub w ostateczności posprzątać po ekspedycji naukowej,wysłanej kilka lat wcześniej. Z takim wyposażeniem i po takim treningu wydawałoby się nic prostszego.

Drakkainen ląduje i zaczynają się schody. Elektronika wariuje, nic nie jest takie jak być powinno, mimo nadludzkich zdolności Vuko ledwo uchodzi z życiem. To nie sielanka. To boschowskie piekło i ogród rozkoszy razem wzięte, polane bruegelowskim sosem. Nocny Wędrowiec praktycznie co rusz natrafia na sytuacje, zdarzenia, na które nie jest absolutnie przygotowany. Cały czas w pełnej gotowości, na granicy wytrzymałości fizycznej i psychicznej, za towarzysza mając ogromnego, tamtejszego konia, Jadrana o przyciętych rogach i czarnego kruka wielkości orła o imieniu - a jakżeby inaczej:) - Nevermore. Walki, konfrontacje z miejscowymi, życie towarzyskie i "zimna mgła". A wszystko komentowane przez głównego bohatera w bardzo charakterystyczny, ironiczny i sarkastyczny sposób.

Równolegle poznajemy dzieje kireneńskiego następcy tronu, młodego Tohimona. Od małego szkolony, właściwie tresowany pod okiem surowych nauczycieli do objęcia władzy. Niesamowity opis próby wyspy, nie zdradzę ale mocno wchwyta za serce, szczegółnie kogoś, kto lubi stadne gryzonie. I nagle, w jedną noc traci wszystko, co kochał, szanował i wielbił. Za sprawą wyznawców dziwnej boginii o ognistych oczach i Podziemnej Matki giną jego rodzice, brat, jego mistrzowie i konkubiny. On sam uchodzi z życiem tylko po to, by ich później pomścić.

Oba światy, Vuko i Młodego Tygrysa powoli się zazębiają.

Na deszczową aurę jak znalazł. Czyta się szybko, bez znudzenia i zmęczenia bo wciąga niesamowicie. Brak bezsensowych zapętleń, wszystko zdaje się proste i przejrzyste, mnóstwo literackich i filmowych smaczków. Doskonale skonstruowane uniwersum, fantastycznie zaludnione. Naprawdę warto poznać i zanurzyć się w świat wyobraźni pana Grzędowicza.

A końcówka... Prawie się popłakałam, że nie mam drugiego tomu.


21:54, mrsantares , fantastyka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 18 maja 2010

Z tym panem to miałam chyba podobne dzieciństwo.:) Ilekroć sięgam po książki jego autorstwa, zawsze coś nieuchwytnego, zakorzenionego gdzies głęboko, zadrga pod skórą.

"Księga cmentarna" rozpoczyna się mocnym akcentem. Trójka z czteroosobowej rodziny zostale brutalnie zamordowana. Z życiem uchodzi jedynie ponad roczny maluch, posiadający skłonności do wędrówek. Wymyka się mordercy i raczkując dociera na pobliski cmentarz. Tamtejsze wiekowe duchy ratują go przed podążającym jego śladem zabójcą i po burzliwych debatach i wstawiennictwu Szarej Pani, państwo Owens adoptują malca. Obdarzają Nika - skrót od Nikt, Swobodą Cmentarza a tajemniczy Silas zostaje jego opiekunem. Maluch zadomawia się na starym cmentarzu otoczony życzliwością mieszkańców. Dorasta , poznaje ciekawych lokatorów nekropoli, przeżywa niesamowite przygody a przede wszystkim uczy się żyć w duchowej społeczności i nabywa wiele ciekawych umiejętności, które okażą sie bardzo przydatne gdy na drodze Nika znów stanie przeszłość.

Książka, mimo, że przeznaczona dla młodszych czytelników, była miłą odskocznią. Gaiman cudownie łączy rzeczywistośc i magię, miesza tajemniczość, grozę i humor nie popadając w przesadne moralizatorstwo. Chociaż końcówka... ale nie będę się czepiać bo to musi być książka z morałem. Klimat momentami lovecraftowski, jak z baśni Grimmów. Czyta się szybko, uśmiecha często, lekki dreszczyk również obecny. I choć wolę wywrócone na lewą stronę baśniowe  i ludowe mity, zawarte w opowiadaniach Gaimana, książka ma u mnie duzy plus. I znowu okazało się, że mam słabość do tajemniczych, mrocznych, wysokich postaci... :)

sobota, 17 kwietnia 2010

Z autorem wiąże się niewytłumaczalna dla mnie zagadka. Cokolwiek ten starszy pan w śmiesznym kapeluszu napisze ja to kupuję. Jestem jego dozgonną fanką mimo, że ostatnie książki z cyklu Świat Dysku nie powalają na kolana. Co oczywiście nie znaczy, że są nieciekawe czy nudne. Co to, to nie. Przeogromna wyobraźnia autora, połączona ze specyficznym humorem i postawieniem na głowie znanych baśni i ludowych przypowieści daje mocną mieszankę.

Tym razem dostało się przede wszystkim temu czemuś co mężczyzni namiętnie kochają a kobiety nie potrafią zrozumieć czyli piłce nożnej. Sama jestem w pracy mimowolnie edukowana - tzw. marketing wirusowy - w tej dziedzinie sportu, co znacznie przyczyniło się do odkrycia wielu smaczków i niuasów w powieści.

Magowie Niewidocznego Uniwersytetu, porażeni wizją trzech li tylko posiłków dziennie, postanawiają wystawić własną drużynę do gry w "kopnij piłkę" niezwykle popularną na ulicach Ankh-Morpork. Lord Venitari, który zrewolucjonizował słowo "tyrania", ma również własne plany odnośnie przywrócenia tradycji gry w piłkę. A jemu się nie odmawia. Magowie, przy pomocy utalentowanego w kopaniu puszki Trevora Likeya i pana Nutta, teoretycznie goblina, uczą się grać, tak by wygrac mecz bez korzystania z magii.

Nie tylko piłka króluje w powieści. Poznajemy nocną kuchnię, prowadzoną przez Glenę-mistrzyni zapiekanek i Juliet-skrząca piękność, zaznajamiamy się z pracą uniwersyteckich ściekaczy świec - Trevor i pan Nutt, bardzo ważne zajęcie ponieważ żaden tradycyjny mag (...) nie mógłby pracować przy blasku czystej, gładkiej, można wręcz powiedzieć: dziewiczej świecy. Zaglądamy za kulisy prężnie rozwijającego sie przemysłu modowego nie tylko dla krasnoludów i zapoznajemy się z genezą powstania pewnej rasy, którą uważano za wymarłą.

Pratchett nie byłby sobą, gdyby nie przetworzył na swój specyficzny sposób popularnych elementów współczesnej kultury. Nawiązuje do okrutnych grimmowskich baśni, przerabia wdzięcznie motyw Pięknej i Bestii, wplata wątki musicalu West Side Story. Nawet można usłyszeć dalekie echa sztuki "Cyrano de Bergerac" Rostanda.

To książka nie tylko o sporcie. Autor od jakiegoś czasu uderza w poważne tony. Moim zdaniem piłka nożna jest mocnym tłem dla powieści o wyrozumiałości, tolerancji, próbie zrozumienia tego co inne i strachu przed tym co nieznane, walce z okrutnymi uprzedzeniami, poszukiwaniu własnej wartości i godnego życia, kształcenia i możliwości wyrażania siebie takim jakim zostało się stworzonym bo czy lampart może zmienić swoje centki?. I aby wyjść ze swojego ciepłego miłego grajdołka i zobaczyc co dzieje się poza nim. Bo inaczej skończymy w wiadrze krabów.

Zagorzałych wielbicieli cyklu nie ma sensu namawiać, a ci co nie znają powinni zacząć romans ze Światem Dysku od wczesniejszych powieści. Ja na pewno kupię następną.