Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Księgarnia internetowa
Lubię czytać
Kontakt - mrsantares@o2.pl
Poczytuję
Włóczkowije - rękodzieło
Wszystkie zamieszczone wpisy są mojego autorstwa, kilka fotografii również zatem wykorzystywanie ich w całości, fragmentach i jakiejkolwiek innej formie bez mojej zgody zabronione
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam
Zaliczone w 2010
Zaliczone w 2011
Zaliczone w 2012
Spis moli

na półeczce

niedziela, 24 października 2010

Naprawdę nie wiem, co można jeszcze napisać o tej książce. A napisano sporo, co zdążyłam zarejestrować.  To bardzo "moja" książka. Mój świat z domowymi ciastami, kolejkami w sklepach za papierem toaletowym, dekatyzowanymi dżinsami, jaskrawym różem i seledynowymi gumkami do włosów. Świat rowerowych wypadów, wróżenia z tablic rejestracyjnych - do tej pory łapię się na tej zabawie:) - oklejania zeszytów wycinkami z gazet, nagrywania piosenek z listy przebojów Trójki na czarnego Grundiga i przepisywania piosenek Europe fonetycznie. Świat białych kubków na szkolnej stołówce. Czasy pierwszych "zakazanych owoców". Papierosy w polach, klasowe potańcówki i powroty przed dziesiątą.

Coś niesamowitego. Chylę czoło przed autorką za ten niesamowity wehikuł czasu, z każdą przewróconą kartką, każdym nowym rozdziałem z tytułem piosenki z danego roku, rozczulałam się nad kolorowymi sznurówkami, "czeszkami", radziecką grą z wilkiem zbierającym jajka do koszyka. Plakaty na ścianach, kilka przyjaciółek w piżamach, każda z własnym zeszytem "Złotych myśli", czytająca z wypiekami na twarzy co napisał szkolny przystojniak, w którym większość się podkochiwała, zakreślając jego inicjały w serduszka na ostatnich stronach zeszytów w fioletową kratkę.

Cztery dziewczyny. Jedna klasa. Każda z etykietką. Każda z bolesnymi ranami, ukrywająca blizny głęboko pod kłamstwami i nieszczerym uśmiechem, po kolei próbujące szybko dorosnąć, zaimponować, zaistnieć. Beata to królowa, piękna, wyuzdana i bezkompromisowa sprężyna większości intryg, bezpardonowo sięgająca po najlepsze - czy to chodziło o chłopaków czy pomysły na nudę. Karolina, "ubecka" córka, wrażliwa, zakochana w szkolnym "półbogu" o oczach upadłego anioła, wierna satelita Beaty, powielająca wzorce, odważna tylko w samotności swojego pokoju. Małgosia, przy tuszy, córka badylarza, szczery rozjemca i mocne spoiwo grupy, z kochającą matką i ciepłym domem pachnącym sernikiem własnej roboty. I Aneta, na którą wszyscy mówią Wrona, wysoka, nieładna dziewczyna w okularach, odstająca od grupy jak źle dobrany kawałek układanki, religijna, zalękniona, zmagająca sie z własną seksualnością. Jedno zdarzenie, jeden telefon i nagle czerwony rower stał się symbolem tajemnicy. Sekretem, którym ktoś po dwudziestu latach burzy spokojne i ustatkowane życie przyjaciółek.

Straszna tajemnica nie jest tutaj żadną tajemnicą. Bardzo łatwo znaleźć właściwe rozwiązanie. I dla mnie nie to było powodem pochłoniecia książki w jeden dzień. Plastyczny język, prawdziwy świat nastolatek - emocjonalny, mocny, bolesny i  bezkompromisowy. Taki bardzo mój, bo to moje czasy, muzyka, ciuchy, szkoła. I to jest ogromnym plusem książki. Cudowny i wzruszający powrót do tych trudnych skądinąd czasów.

I ja też, w głębi szafy, w sporym pudełku, trzymam migawki z tamtych lat.


Update

A co tam, wstawiam jeszcze to, nie dla wokalisty broń Boże :)

piątek, 01 października 2010

Zaintrygowała mnie ta chłodna, by nie napisać mroźna, okładka. Nie sposób było ją pominąć. I tytuł, wywołujący dziwne skojarzenia. I nie, nie kojarzy mi się z azjatyckimi horrorami, czy innymi popłyczynami po nich, gdzie długowłose dziewczynki o potwornych twarzach do znudzenia wynurzają się z wszelakich zbiorników, nie tylko wodnych. I mordują.

To moje dziewicze spotkanie z twórczością Krystyny Kofty i to bardzo mocne spotkanie. Dostałam po głowie.

To powieść o kobietach. O sile kobiecej przyjaźni. O życiowych wyborach, spokojnym szaleństwie i konsekwecji nawarzonego piwa. O istocie pisarstwa, naruszaniu tabu, granicach wyobraźni i emocjach. Szatańskim erotyźmie i wybujałym temperamencie. Choroba, śmierć, sens życia, wojenne traumy. I czas, jego przemijanie i wpływ na ludzkie życie. Wszysko podane w szybkim, momentami reporterskim tempie, lekko pisane a bogate w treść.

Fausta, zamrożona dziewczynka po czterdziestce, dwójka dzieci, mąż starszy od niej o lat czterdzieści. Wywiódł ją z domu rozpasanej i zapijaczonej matki w wieku lat czternastu, posłał na dwa lata do szkoły klasztornej by wychować sobie świętą małżonkę dziewicę. Jak Pigmalion, ten stary książę Filip, dobroczyńca z bajki pornograficznej*1 przez lata kształtował i pielęgnował w Fauście córeczkę, obdarowywał kosztownościami, zabierał w egzotyczne światy, ulegał wszelkim kaprysom w zamian wymagając posłuszeństwa w łożu, religijności, spełniania wszystkich zachcianek. Zawsze do usług, wspaniała gospodyni, dobra matka, luksusowa, wytworna i piękna kobieta w ubraniach z najwyższych półek. On, utytułowany, polityczny kameleon, dobrze usytuowany bez względu na ustrój, kochający Boga, pieniądze i Faustę.

Tym bardzo specyficznym, małżeństwem z trzydziestoletnim stazem, zaczyna interesować się Bogna, kobieta wyrwana z białych rąk śmierci, szczęśliwa żona i pisarka. Te dwie kobiety zbliża choroba. Bogna wygrywa walkę, mąż Fausty powoli dogorywa. A Fausta czeka na ten dzień jak na zbawienie, od lat kompletując garderobę na nowy początek, namnaża majatek i czeka. Cierpliwie. Na odzyskanie wolności i poczucie, ze wkońcu żyje na własny rachunek. Dwadzieścia lat starsza od Fausty Bogna, zaintrygowana piekną kobietą uczyniła z niej bohaterkę swojej powieści, próbuje odkryć prawdę o swojej bohaterce, wie, że przyjaciółka kłamie, zataja pewne fakty, zaczyna nagrywać rozmowy, bawi się w detektywa, odwiedza ludzi związanych z przeszłością Fausty. Próbuje zrozumieć chorobliwy wręcz pęd Fausty za młodością, zgłębić "paktowanie" z chirurgią plastyczną, zaawansowaną kosmetologią, całkowitym oddaniu Fausty w ręce tajemniczej doktor Mefisty.

Mocna książka, przebogata w metafory, aluzje, niedopowiedzenia. Wymagająca literackiego obeznania, nawiązująca do wspaniałych wzorców, wnikliwa. Dojrzała i "syta". Trochę się, przyznam szczerze, pobiczowałam za niektóre odniesienia. Że nie skojarzyłam za pierwszym razem, nie zrozumiałam do końca. Kto szuka pozycji łatwej i przyjemnej, pomylił półki.

Po kolejne książki pani Krystyny sięgnę na pewno.

*1 tamże, str. 154

niedziela, 26 września 2010

... piszę, żeby potwierdzić się choć trochę. Z każdym napisanym słowem JESTEM bardziej. Pojawiłam się w Twoim życiu z nieistnienia, tylko w słowach, czy zatem bez nich mogę być realna? I które z nas istnieje mocniej, Ty, którego stworzyłam swoją gorącą wiarą i miłością, czy ja, której jedyną racją bytu są te listy? Może śnimy po prostu ten sam sen, nieświadomi swojego prawdziwego życia? Może jestem tą, która wszystko wie i wszystko rozumie, potrafi powiedzieć, skąd wieje wiatr i dokąd odchodzi, może wnikam w ludzkie sny i plączę je jak sznurki albo mocą swojej wyobraźni powołuję do życia, może umiem siać miłość i niepokój, może poruszam zasłoną, oddzielającą rzeczywistość od nierzeczywistości?*1

Oniryczna. Realistyczna. Magiczna. Ulotna. Płynąca jak muzyka, leniwie jak rzeka, w której kryją się zdradzieckie prądy, podstępne mielizny, oszukańczy muł. Pełna poetyckiej tęsknoty, sennych marzeń, złowrogich wizji i wężowych pokus. Kilka kobiet, mężczyna o niepokojącej urodzie, którego zaginięcie zmienia ich życie nieodwołalnie, który był ich klątwą, przekleństwem i niczym nieograniczoną rozkoszą, naznaczył je swoją zwierzęcą obenością sam napiętnowany chorobą, której boję się panicznie. I biała, egzotyczna kotka, momentami bardziej ludzka niż niejeden człowiek. Oraz symboliczne, niepokojące ilustracje Małgorzaty Kępki.

Poetycko - Pablo Neruda

Ja nazwałem cię królową.
Są wyższe od ciebie, wyższe.
Są szlachetniejsze od ciebie, szlachetniejsze.
Są piękniejsze od ciebie, piękniejsze.

Ale ty jesteś królową.

Kiedy idziesz ulicami,
nikt cię nie rozpoznaje.
Nikt nie widzi twej korony szkarłatnej, nikt nie patrzy
na kobierzec z czerwonego złota,
po którym depczesz, gdziekolwiek stajesz,
kobierzec, który nie istnieje.

A kiedy się ukazujesz,
dźwięczą wszystkie rzeki
w moim ciele, niebem
wstrząsają dzwony
i hymn wypełnia ziemię.

Tylko ty i ja,
tylko ty i ja, moja kochana,
go słyszymy.*2

Filmowo - A. Kurosawa

Muzycznie - napiszę za "Raz Dwa Trzy" Trudno nie wierzyć w nic.

Ja wierzę w sny. Jak główne bohaterki.

*1 tamże, str. 200

*2 P. Neruda "Królowa", tłum. J. Zych, tamże str. 217

niedziela, 12 września 2010

Ja to mam szczęście do debiutów. Tym razem mężczyzna. A przeczytanie tej książki zajęło mi dobę. Skończyłam o czwartej na ranem popijając mocną yerbę, by nie zamknąć oczu i czegoś nie stracić.

I nie jest to, żeby było jasne, porażająca historia. Jest tragicznie prawdziwa. O takich wydarzeniach czyta się nagminnie, praktycznie prawie co tydzień ktoś z młodych próbuje odejść na tamten świat. I większości to się udaje. Niestety. A powody tak drastycznej decyzji? Z pozoru błache, wyolbrzymione, przejaskrawione czy wręcz głupie a przecież często te właśnie, z punktu widzenia dorosłego, incydenty w oczach nastolatka to ogromne problemy, których nie potrafi rozwiązać w pojedynkę. Dlaczego? Bo wstyd, brak zrozumienia, samotność, wrażliwość, inność? Harda arogancja będąca wołaniem o pomoc? Czytałam i cieszyłam się w duchu, że chodziłam do normalnej szkoły, z normalnymi ludźmi a przede wszystkim miałam - i mam - kochającą rodzinę. Nie żeby było tak różowo, jakieś kółka wzajemnej adoracji były, wrogowie również ale jak przyszło co do czego wszyscy stali murem. Dlaczego teraz tak źle się dzieje? Czy my byliśmy silniejsi psychicznie?

Trochę galopuję ale taki dzień.

Clay Jensen, wrażliwy nastolatek, znajduje na progu domu pudełko po butach, w którym, po odpakowaniu odkrywa 12 kaset magnetowonowych, ponumerowanych niebieskim lakierem do paznokci. Po włożeniu pierwszej i włączeniu przycisku "play" wstrząśnięty chłopak słyszy głos swojej znajomej, Hannah Baker, która dwa tygodnie wcześniej popełniła samobójstwo. Dziewczyna beznamiętnie relacjonuje motywy swojej decyzji, wyjaśnia, że istnieje trzynaśnie powodów, trzynaście osób, które "pomogły" jej podjąć ten drastyczny krok. Po kolei, bez żadnego ukrywania i zaciemniania obrazu ten specyficzny list pożegnalny przekazywany jest kolejno do każdej z osób należących do tej trzynastki. Clay, który podkochiwał się w Hannah a nie potrafił jej tego powiedzieć, krąży całą noc po mieście, coraz bardziej zszokowany, wstrząśniety do głębi, rozpaczliwie czekający na swoją kolej.

I tyle. Bez znieczulenia, wszystko zostaje wyjaśnione. Szokujące jest to jak rzadko ludzie zdają sobie sprawę z rzeczywistego znaczenia swojego postępowania. Który chłopak nie podkoloryzował przed kumplami opisu randki? Czy pierwsze miejsce w rankingu na "najlepszą d.. w szkole" nie powinno być, na pierwszy rzut oka, tragedią? Zazdrość? Każdy jest na swój sposób zazdrosny. Słowa, które wypowiedziane lekko, ranią do żywego, drobne gesty, nad znaczeniem których młody człowiek myśli i rozważa tygodniami, strach przez wyjściem poza ramy stworzonego przez siebie obrazu i wykorzystywanie innych do poprawy własnego wizerunku to takie, z pozoru błache pojedyncze zdarzenia, które z czasem przygważdżają swoim ciężarem. A kiedy ten potok, ta "śnieżna kula" nabiera rozpędu, nic jej nie jest w stanie zatrzymać.

Bardzo emocjonalna książka. Szczera i mocna w swojej prostocie. Każdy nastolatek powinien ją znać. Rodzice młodych też. Dla nastolatków wszystko jest bardziej, mocniej, skrajnie, bez półcieni. Jak kochać to na zabój, jak nienawidzić to na śmierć. A jak dochodzi do tego wrażliwość...

Poruszyła mnie.



wtorek, 31 sierpnia 2010

Ta książka to moja klątwa i przekleństwo ostatniego tygodnia. Budziła okazjonalne ataki słownej agresji, której nie powstydziliby się marynarze i chęci wyrzucenia jej przez okno. A jednocześnie hipnotyzowała i uzależniała, cały czas siedziała gdzieś z tyłu głowy, nawiedzała, męczyła okrutnie. Brałam ją nawet do pracy, mimo kompletnie nieporęcznego formatu i czytałam pokątnie, na kolanie pod biurkiem, momentami bezczelnie na widoku. Bo nie potrafiłam się od niej oderwać.

To zbeletryzowana historia zainspirowana tajemniczym i do dzisiaj niewyjaśnionym morderstwem sześcioletniej JonBenet Ramsey, wielokrotnej uczestniczki konkursów piękności, która swego czasu wstrząsnęła Ameryką, z racji przedłużającego się śledztwa, samej ofiary - młodziutka dziewczynka o twarzy aniołka i podejrzeń co do zaangażowania rodziny w zabójstwo.

Opowieść o tajemniczym morderstwie piekielnie utalentowanej, sześcioletniej łyżwiarki figurowej, Bliss Rampike, której ciało znaleziono w piwnicy rodzinnego domu. Historię opowiada starszy brat Bliss, Skyler, 10 lat po morderstwie, próbujący w swoistej spowiedzi rekonstruować życie swojej siostry, otrząsnąć się z dziecięcej traumy, uspokoić sumienie, zrozumieć, wybaczyć.

Idealny przykład dysfunkcyjnej rodziny, z tabloidowej Ameryki, takiej z podmiejskich willi, eleganckich dzielnic, wypielęgnowanych ogrodów, tudzież trawników, z latynowską służbą, klubami i chorobliwym dążeniem do zaistnienia w wyselekcjonowanym towarzyskim światku, bez względu na cenę. Gdzie chorobliwe i niespełnione ambicje niszczą - dosłownie  - życie dzieci, pod pozorem działań dla ich dobra i dawania im tego, co najlepsze.

Matka, Betsey Rampike, to ponad trzydziestoletnia, ładna kobieta, próbująca zaistnieć w szczelnym światku podmiejskich snobów. Rozpaczliwie pragnie odnaleźć się w roli gospodyni domowej, pięknej żony robiącego zawrotną karierę przystojnego i szarmackiego męża. Próbuje dojrzeć sens swojego życia w religijności, w ciągłych modlitwach do Jezusa, powierzchownych i momentami absurdalnych, w alkoholu, lekach psychotropowych, w towarzyskich spotkaniach. Gdy jej nadzieje na uznanie legną w gruzach po wypadku starszego dziecka - małego mężczyzny mamusi - całą swoją niespełnioną żądzę sukcesu przelewa na córkę, z jej nagle odkrytym talentem łyżwiarskim. Wszystko inne przestaje istnieć. Robi z córki nakręcaną lalkę, wręcz zombi, z wyćwiczonym uśmiechem, tlenionymi włosami i w emanujących erotyzmem kostiumikach. Nawet zmiana imienia z Edny na Bliss - Rozkosz narzuca pęd matczynych ambicji. Mała wożona jest ciągle do fryzjera, na treningi, do psychiatry, pediatry, ortodonty, faszerowana lekami, spędzająca mnóstwo czasu z makijażystkami aby emanować tą urodą porcelanowej lalki, tą kruchością i niewinnością1*. Zaczyna się izolacja, samotność, domowi nauczyciele, brak kontaktu z rówieśnikami. Wszystko podporządkowane zaistnieniu, poszerzaniu kontaktów, pławieniu się w księżycowym odbiciu sławy córki.

Ojciec, Bix, to były futbolista, prostak, przystojny karierowicz, prawiący potworne banały cham udający inteligenta - jego błędy językowe, wkrety,cytowanie i mieszanie słowne różnych pojęć bawią przy jednoczesnym bólu zębów. Jak fachowo mi powiedziano Bix ma skłonność do malapropizmów. Jego sportowe ambicje doprowadzają do kalectwa starszego dziecka. Podoba się kobietom, nie stroni od używek, romansuje i próbuje na siłę dowieść sobie i przede wszystkim światu, że jest wspaniały, utalentowany i jakże amerykański w dążeniu do sukcesu.Wymaga wielu rzeczy a nade wszystko nie cierpi życiowych niespodzianek. Szczególnie dotyczących rodziny. Niespodzianki mają być wyłącznie tatusia.

Skyler to dziecko, które zawiodło. W wieku kilku lat uległo ciężkiej kontuzji, niwecząc ambitne plany rodziców. Żyje izolowanym światem ekskluzywnych, snobistycznych szkół, wspólnymi zabawami zainicjowanymi przez matki, walczący po cichu o miłość matki, akceptację surowego ojca i mimo reflektora skierowanego tylko na Bliss, kochającego swoją młodszą siostrzyczkę. Gdy mała ginie, fałszywy szczęśliwy rodzinny świat pęka, rodzice się rozwodzą, zaczyna się tabloidowe i medialne piekło a Skyler kończy w kolejnych zakładach, szkołach psychiatrycznych.

Ciężki, okropny świat ukazała Oates. Momentami miałam ochotę na kąpiel, tak obrzydliwy, paskudny i odrażający jest jego opis. Świat dzieci z tych snobistycznych przedmieść przyprawia o mdłości. Eksploatowane do granic możliwości przez rodziców, skazane na ciągłe udowadnianie, że warte są miłości i pokładanych w nich nadziei, faszerowane kłamstwami, obarczane winą za zdrady, cierpiące na różne symptomy i modne? zaburzenia psychiczne - "ofiara zespołu utalentowanego dziecka", "wczesny zespół zaburzeń równowagii", dyslekcja czy "pierwsze stadium ostrej melancholi" lub "kompulsywnego powtarzania". Faszerowane lekami, o przepełnionym rozkładzie zajęć i to najczęściej ukierunkowanym. Normalność to przeciętność a tym nie można się popisać w snobistycznych klubach. I rodzice. Ta potworna manipulacja. Ta powierzchowna amerykańska religijność - ślepo posłuszni i nieugięci w swej wierze. Co nie przeszkadzało wykorzystywać śmierci dziecka do celów medialnych - aby zaistnieć, marketingowych - laleczki wzorowane na zamordowanej córce. Ten ich lęk przed publiczna kompromitacją.A sama zagadka śmierci Bliss - dla wprawnego detektywa nietrudna do rozszyfrowania.

Mimo bardzo, bardzo nerwowej i chaotycznej narracji, mnóstwa przypisów, dziwnych skreśleń, wkrętów jakby nie z tej bajki, długich dygresji - ja wiem, że to zamierzony efekt - pisze to przecież skrzywiony psychicznie nastolatek -  ale jakże denerwujący! - książka godna jak najbardziej polecenia. Naprawdę.

Podpisuję się wszystkimi łapami.


*1 tamże, str. 18

czwartek, 26 sierpnia 2010

Nocne telefony to koszmar. Nie wiadomo, jaki cel przyświeca dzwoniącej osobie, co chce przekazać - najczęściej o czym powiadomić, jakie będą konsekwencje tegoż odebrania a co najważniejsze, osoba wyrwana z objęć Morfeusza przez telefoniczną melodyjkę niekoniecznie jest osobą zdolną do jasnej oceny sytuacji i klarownych wniosków. Najczęściej godzi się na wszystko dla świętego spokoju, byleby tylko powrócić w słodki sen.

Właśnie tak postąpiła Joanna, ponad trzydziestoletnia bohaterka i narratorka powieści. Ten banan a właściwie skórka bo tym dyplomatycznym owocu świetnie obrazuje przewrotność i niepewność losu. Joanna ma wszystko o czym może marzyć wyzwolona kobieta. Praca, którą wykonuje z pasją i skrajnym wręcz poświęceniem, rywalizując z najlepszymi w branży. Przytulne, własne mieszkanie, sobotnie, rytualne spotkania z przystojnym mężczyzną, z dala od jakichkolwiek zobowiązań, kochających rodziców gdzieś nad morzem, babskie grono rodem jak z wiadomego serialu.

I nagle jeden telefon, jedna decyzja i cały uporządkowany świat Joanny staje na głowie. Zgoda na kilkudniową opiekę nad dwójką dzieci i rudym kotem zamienia się na kilka tygodni, miesięcy...Nagle trzeba zająć się nie tylko sobą ale wiecznie umorusanym sześciolatkiem, pamietać o niezliczonej ilości drobiazgów, nauczyć się gotować i robić większe zakupy, zaakceptować kota Platona, mimo wczesniejszej wmówionej alergii, zrewolucjonizować czas aby zdążyć wyprawić trzynastoletnią Asię do szkoły, pomóc w matematyce i dzieleniu domowych obowiązków. Zaczynają się nocne wędrówki, niewyspanie, pośpiech i zawrotne tempo, a przede wszystkim przeraża ogromna odpowiedzialność za osoby w gruncie rzeczy obce. To jednocześnie niezwykły sprawdzian życiowy głównej bohaterki, dla której nagle rzeczy wcześniej ważne i pewne, okazują się tanim tombakiem i pustynnym mirażem. Bo ten niespodziewany zakręt życiowy dotyka nie tylko Joanny. To prawdziwy weryfikator uczuć, przyjaźni i bezinteresownej, prawdziwej pomocy. Zaangażowani są wszyscy - przyjaciółki stojące za Joanną murem, kochający rodzice, chętni do pomocy sąsiedzi i niedoszli wrogowie. I chociaz świat się wali, nie taki diabeł straszny.

Kapitalna książka. Niezwykła w swej prostocie, ujmująca "zwyczajnością" życiowych sytuacji i pełnokrwistymi bohaterami, z którymi bardzo łatwo się utożsamić. Zachwyca realizm sytuacji, rozbawia do łez komizm sytuacyjny, budzi refleksje uniwersalizm podstawowych wartości dotyczących każdego z nas. To, na ile jesteśmy w stanie żyć prawdziwie choć niekoniecznie łatwo, zerwawszy wcześniej fałszywą zasłonę skrywającą nasz lęk przed otwartością, miłością, bliskością. Duży plus dla autorki. Bardzo, bardzo na tak.

A los? Niech sobie chichocze.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Ja przyszłam na świat pod kątem i tak też zawsze żyłam*1

Piękna książka. Magiczna, chociaż magii tam żadnej. Prawdziwa radość i lekkość czytania. Szkatułkowe, z pozoru zwyczajne a pełne cudownej, pięknej zwiewności opowieści. I to one stanowią pulsującą gdzieś głęboko podstawę toczącej się w książce historii. Właściwie mogłabym zapełnić recenzję samymi cytatami, które to barbarzyńsko i bez żadnych skrupułów ołóweczkiem - miękkim! - zakreślałam bezwstydnie.

Silver, bohaterka powieści, to nie znająca ojca, dziesięcioletnia dziewczynka, która razem z matką, wyrzuconą poza margines miasteczka, zamieszkuje w osadzonym ukośnie na stromiźnie domu. Wszystkie meble są solidnie przymocowane do podłogi, zakazane są potrawy, które nie trzymają się talerza a żeby wyjść na zewnątrz, trzeba założyć specjalną uprząż. Kiedy matka ginie, dziewczynką i jej psem nie ma się kto zająć a ona sama nie dokąd pójść. W końcu przygarnia ich ślepy latarnik. Silver zamieszkuje pogrążoną w ciemności latarnię na Przylądku Gniewu, poleruje mosiężne przyrządy i dogląda światła, by ognik błyskał co cztery sekundy. Ale podtrzymywanie światła to nie tylko doglądanie latarnii, to przede wszystkim snucie opowieści. Pew opowiada dziewczynce o swoich przodkach, którzy z dziada pradziada byli latarnikami i doglądali jasności.

- Opowieści. Musisz sie nauczyć opowieści. Tych, które ja znam, i tych, których nie znam.

- Jak mogę się uczyć tych, których nie znasz?

- Sama je sobie opowiadaj.*2

Te opowieści przenikają się wzajemnie, uzupełniają, otwierają po kolei ukazując w swoim wnętrzu następne, równie piękne i śmiałe. I mała Silver pochłania je, przeobraża, zakotwicza we własnej wyobraźni. I uczy się trudnej sztuki ich opowiadania.

Wypływałam moją niebieską łódką na morze i zbierałam opowieści niczym kawałki drewna wyrzucone przez fale. Za każdym razem, gdy coś znalazłam - skrzynię, mewę, list w butelce, zdechłego rekina pływającego do góry brzuchem, podziobanego i wypatroszonego, parę spodni, pudło sardynek w puszce, Pew domagał się opowieści i wtedy musiałam jek szukać, albo ją wymyślać, gdy tak razem przeczekiwaliśmy gruchotane przez morze noce wypełnione zimowymi szkwałami. Skrzynia! Tratwa dla Pigmeja żeglującego do Ameryki. Mewa! Księżniczka uwięziona w ciele ptaka. List w butelce. Moja przyszłość. Spodnie. Własność mojego ojca. Sardynki w puszce. Zjedliśmy je. Rekin. A w nim zmętniała od krwi moneta. Omen czegoś niespodziewanego. Zakopony skarb zawsze gdzieś tam jest.*3

 

Bo opowieści są nie tylko światłem w ciemności, to one je podtrzymują.

Książka przepełniona tajemnicami, sekretnymi znakami, nasycona alegoriami. Cudowna forma, subtelny, ulotny język. Tą książkę, jak to ktoś powiedział należy objąć emocjami, nie intelektem, powoli smakować kolejne zdania. Rozkoszowałam się nią długo.

Opowiedz mi jakąś historię, Pew.

jaką historię, dziecko?

Coś ze szczęśliwym zakończeniem.

Nigdzie na świecie nie ma czegoś takiego.

Jak szczęśliwe zakończenie?

Jak zakończenie.*4


*1 tamże, str 14

*2 tamże, str 46

*3 tamże, str 98

*4 tamże, str 55

 
1 , 2 , 3 , 4