Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Głębina Maracot". Arthur Conan Doyle

Nie samym kryminałem żyje człowiek. Kto spodziewa się mrocznych , mglistych zaułków, ciemnych zakamarków, gdzie czyjąś obecność zdradzi błysk noża niech nie sięga po ten mały zbiór opowiadań. To fantastyka wsparta naukową wiedzą z początku XX wieku, lekko flirtująca ze spirytyzmem.

Książka zawiera cztery opowiadania. Dwa pierwsze łączy tytułowa Głębina Maracota, notabene nazwana na cześć jednego z głównych bohaterów i jednocześnie jej odkrywcy. Pozostałe postać znana z powieści "Zaginiony świat" - profesor Challenger. Dwa potężne umysły, uznane za geniuszy swoich czasów, których metody poznawcze były tak różne jak ich wygląd, które łączy jedno - niczym nieograniczony, egoistyczny, fanatyczny wręcz pęd do wiedzy, do badania tego co nieznane, bez względu na koszty.

Profesor Maracot, zasuszona mumia o twarzy inkwizytora, bezgranicznie oddana pracy, przy pomocy genialnego inżyniera i młodego dziennikarza postanawia zagłębić się w nowo odkrytą szczelinę w morskim dnie. Cel - dno Oceanu. Mały klub samobójców pragnie udowodnić niedowiarkom, że ciśnienie w głębinach jest neutralizowane przez nieznane jeszcze czynniki i obowiązująca doktryna o jego miażdżącej sile jest wybrakowana. To, co tam odkrywają, przechodzi ich najśmielsze oczekiwania. Odnajdują pozostałości po Atlantydzie, gdzie jej mieszkańcy adoptowali się do podwodnych warunków przy pomocy doskonałej znajomości chemii i bardzo bogatej spuściźnie przodków. Mało tego, Atlanci doskonale radzą sobie z brakiem tlenu, walczą z morskimi potworami- patrz okładka ;) i bardzo złymi istotami, o niemalże boskiej mocy a ich sposób komunikowania się z przybyszami z powierzchni jest wprost niesamowity. Konsekwencje pojawienia się trzech obcych w zamkniętym, powoli degenerującym się świecie Atlantów wywoła podobny efekt co mały kamyczek puszczony po stromym stoku.

Natomiast jowialny, bardzo bezpośredni i totalnie skupiony na sobie profesor Challenger o posturze troglodyty i bezpardonowym traktowaniu dziennikarzy analizuje odkrycie pewnego łotewskiego badacza. On to bowiem, według szerzących się pogłosek, jest wynalazcą Desintegratora, maszyny zdolnej zmienić strukturę materii. I pragnie ją sprzedać temu, kto najwięcej zapłaci. Najlepiej jakiemuś mocarstwu, który skrzętnie wykorzysta jej moc.

Mało tego, sam profesor w ostatnim opowiadaniu pragnie potwierdzić pogląd, że Ziemia, na której żyjemy, jest tak naprawdę żywym organizmem, czującym i myślącym a niezdającym sobie sprawy jakie pasożyty - to ludzkość(sic) - nosi na sobie. Profesor pragnie być pierwszym, który jej to objawi.

Urokliwa ramotka, ujawniająca nieznane mi oblicze twórcy Sherlocka Holmesa. Momentami infantylna, w naiwności swej i nagromadzeniu nieprawdopodobieństw wywołująca ból głowy i uśmieszek pogardy, ale przemycająca sporo uniwersalnych prawd, nawet jeśli cholernie oczywistych. I to nasuwające się pytanie - czy możliwym jest, że skończymy jak podwodny lud?

czwartek, 21 czerwca 2012, mrsantares

Polecane wpisy

  • Przeprowadzka i silna motywacja

    Jak w tytule. Reaktywuję spis książek, które miałam, mam i będę mieć przyjemność czytać. Nie-przyjemność równie. Nowe dziecko - http://zaszafa.blogspot.com/ 

  • "Zagadka Błękitnego Ekspresu" Agatha Christie

    Mój organizm przeszedł sporo, co zaowocowało bezwzględnym zakazem dźwigania powyżej ustalonego limitu więc, chcąc nie chcąc, przyjeżdżając na urlop do rodziny p

  • "Upiór rodu Canterville" Oscar Wilde

    Oskara Wilda nie trzeba przedstawiać. Znany przede wszystkim z powieści "Portret Doriana Graya" oraz setek aforyzmów i sentencji, którymi nasycał swoje dzieła.