Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Pan Lodowego Ogrodu" Jarosław Grzędowicz

Nie miała baba kłopotu, to zachciało się czegoś "lekkiego" i ze smaczkiem, co by zbytnio się nie przemęczać, to się napatoczył pan Grzędowicz i baba wpadła jak śliwka w kompot.

Okropnie mnie pan Jarosław załatwił tą science -fantasy. Naprawdę nie spodziewałam się tak wciągającej i ciekawej powieści, tak barwnego świata bez przesadnych zawirowań i udziwnień, zaludnionego ludźmi podobnymi do nas, wyrazistymi i z intrygującą kulturą. Taką wymiksowaną średniowieczną z elementami wierzeń ludów północy. Spiętą bestriariuszem rodem z najgorszych, halucynnych koszmarów z płócien Hieronima Boscha.

Fabuła prosta jak drut. Główny bohater, dziecko starego świata, Vuko Drakkainen, pół-Polak, pół-Fin, wychowany w Chorwacji - szok kulturowy dzięki temu mu obcy - wyrusza z misją ratunkową na planetę, z flory i fauny zbliżonej do ziemskiej. Wyposażony w nowoczesny, budowany nanotechnologią sprzęt doskonale imitujący tamtejsze zbroje, broń i narzędzia, wspomagany przez biologiczny wszczep, symbiot, czyniący z niego wręcz nadczłowieka. To dopalacz, emocjonalny stabilizator, reduktor strachu i noktowizor w jednym. Umożliwia też porozumiewanie się w różnych językach i narzeczach nowego świata. Wyrusza sam, by jego obecność jak najmniej zakłóciła porządek i w jak najmniejszym stopniu ingerowała w losy tamtejszej społeczności. Cel misji - odnaleźć, uratować lub w ostateczności posprzątać po ekspedycji naukowej,wysłanej kilka lat wcześniej. Z takim wyposażeniem i po takim treningu wydawałoby się nic prostszego.

Drakkainen ląduje i zaczynają się schody. Elektronika wariuje, nic nie jest takie jak być powinno, mimo nadludzkich zdolności Vuko ledwo uchodzi z życiem. To nie sielanka. To boschowskie piekło i ogród rozkoszy razem wzięte, polane bruegelowskim sosem. Nocny Wędrowiec praktycznie co rusz natrafia na sytuacje, zdarzenia, na które nie jest absolutnie przygotowany. Cały czas w pełnej gotowości, na granicy wytrzymałości fizycznej i psychicznej, za towarzysza mając ogromnego, tamtejszego konia, Jadrana o przyciętych rogach i czarnego kruka wielkości orła o imieniu - a jakżeby inaczej:) - Nevermore. Walki, konfrontacje z miejscowymi, życie towarzyskie i "zimna mgła". A wszystko komentowane przez głównego bohatera w bardzo charakterystyczny, ironiczny i sarkastyczny sposób.

Równolegle poznajemy dzieje kireneńskiego następcy tronu, młodego Tohimona. Od małego szkolony, właściwie tresowany pod okiem surowych nauczycieli do objęcia władzy. Niesamowity opis próby wyspy, nie zdradzę ale mocno wchwyta za serce, szczegółnie kogoś, kto lubi stadne gryzonie. I nagle, w jedną noc traci wszystko, co kochał, szanował i wielbił. Za sprawą wyznawców dziwnej boginii o ognistych oczach i Podziemnej Matki giną jego rodzice, brat, jego mistrzowie i konkubiny. On sam uchodzi z życiem tylko po to, by ich później pomścić.

Oba światy, Vuko i Młodego Tygrysa powoli się zazębiają.

Na deszczową aurę jak znalazł. Czyta się szybko, bez znudzenia i zmęczenia bo wciąga niesamowicie. Brak bezsensowych zapętleń, wszystko zdaje się proste i przejrzyste, mnóstwo literackich i filmowych smaczków. Doskonale skonstruowane uniwersum, fantastycznie zaludnione. Naprawdę warto poznać i zanurzyć się w świat wyobraźni pana Grzędowicza.

A końcówka... Prawie się popłakałam, że nie mam drugiego tomu.


poniedziałek, 06 września 2010, mrsantares

Polecane wpisy

  • "Ja, diablica." Katarzyna Berenika Miszczuk

    Zaciekawiona byłam strasznie, co też poczytuje pokątnie w pracy młodsza siostra, o czym tak długo rozmawia przez telefon i co tak strasznie przeżywa, nazywając

  • "Księga cmentarna". Neil Gaiman

    Z tym panem to miałam chyba podobne dzieciństwo.:) Ilekroć sięgam po książki jego autorstwa, zawsze coś nieuchwytnego, zakorzenionego gdzies głęboko, zadrga pod

  • "Niewidoczni akademicy" Terry Pratchett

    Z autorem wiąże się niewytłumaczalna dla mnie zagadka. Cokolwiek ten starszy pan w śmiesznym kapeluszu napisze ja to kupuję. Jestem jego dozgonną fanką mimo, że

Komentarze
lilybeth
2010/09/07 10:03:59
Czytałam to parę lat temu, kiedy jeszcze druga część się nie ukazała. Bardzo mi się spodobało, a zachwyciło plastyczne odwołanie w końcówce to świata stworzonego na obrazach przez Hieronima Boscha. Bardzo długo wyglądałam drugiej części, potem wyjechałam i nie miałam dostępu do polskiej literatury, kiedy się wreszcie ukazała. Nadal mam ochotę ją przeczytać, z tym, ze najpierw będę musiała sobie przypomnieć część pierwszą (zdumiewająco dobrze zapadła mi w pamięć, co też świadczy o jej klasie, ale jednak lepiej byłoby odświeżyć), na co po Twojej recenzji mam bardzo dużą ochotę :)
-
2010/09/07 14:12:15
Lilybeth - ja muszę przeczytac drugą i trzecią część bo strasznie mnie wciągnęło :)
bardzo duże i megapozytywne zaskoczenie:)
-
Gość: kasjeusz, *.chello.pl
2010/09/07 19:40:59
Ten Bosch zarówno mnie zaskoczył, jak i zachęcił. ;)
-
2010/09/07 21:07:16
Kasjeusz - witam na blogu:) świat stworzony w oparciu o "Ogród rozkoszy ziemskich" Boscha jest niesamowity, sporo również wizji Bruegela Starszego, w większości tych zdegenerowanych