Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Prawa i powinności" Karina Pjankowa

Książka wpadła w moje ręce całkiem przypadkowo, a ponieważ autorka to rodowita Rosjanka, na dodatek bardzo młoda studiująca prawo fanatyczka literatury, jak sama o sobie mówi, postanowiłam zacząć wyzwanie od czegoś bardzo lekkiego, bardzo rozrywkowego i absolutnie niepoważnego. No może, troszeczkę. I dostałam całkiem sporą dawkę soczystej, barwnej fantastyki, okraszonej dużą dawką sarkazmu i całkiem inteligentnego humoru.

Świat potrzebuje bohatera. Znowu. Ktoś lub coś, jakieś niezidentyfikowane zło zagraża odwiecznemu porządkowi i harmonii, dlatego wszystkie rasy wysyłają swoich najlepszych przedstawicieli  na ratunkową misję. Sama druzyna stanowi niezły przekładaniec. Pogromca smoków, naturalnie człowiek i koniecznie opancerzony, tolerancyjnie nastawiony do wszystkiego demon górski zwany Kotem, demonissa, czewonowłosa przedstawicielka leśnych demonów, piękna dwupostaciowa, potężny ogr ze stepów, leciwy krasnolud i dwóch elfich braci. A przypadkowo dołączony do drużyny tajemniczy nekromanta Raywen, nawet nie ukrywa, że to od niego zależą losy świata i życie pozostałej ósemki, budząc przy okazji ogromną złość i niejawne formy agresji. Z czasem okazuje się, że ten chudy, czarnowłosy i wyjątkowo bezczelny młodzian o wiecznie zmieniającym się kolorze oczu i twarzy upadłego anioła nie jest taki straszny i naprawdę bardzo potrzebny. Drzemie w nim tyle dobra i bezinteresowności, co we wszystkich Jasnych razem wziętych a cała drużyna stanie za nim murem nawet wbrew sobie.

Ubawiłam się strasznie. Przedwieczne zło, przewieczne dobro, konflikty stare jak świat, przebogata galeria wszelkiej maści ras ze smokami i jednorożcami na czele. Szalenie udana zabawa trochę skostniałym gatunkiem, pastisz znanych literackich wzorów, polany swoiskim humorem.

Z drugiej strony strasznie razi sama fabuła, właściwie jej wtórność. Bardzo łatwo można się domyślić o co tutaj tak naprawdę chodzi. Schematyczność to główna wada. Bo czyż od nienawiści do miłości jeden krok? Czyż najzacieklejszy wróg nie okaże się najlepszym przyjacielem? Czyż herosi są prawie nieśmiertelni? Skróciłabym tą powieść o dobre kilkadziesiąt stron. Zakończenie też wtórne i takie trochę mdłe ale uśmiech nie schodził mi z twarzy. Bo żarty i ironia największy plus, często ukryte gdzieś w dialogach i dwutorowej narracji.

Jak na debiut i to takiej młodej osóbki - Karina Pjankowa to '89 rocznik, książka wydana w Rosji w 2008 - bardzo udany.

niedziela, 29 sierpnia 2010, mrsantares

Polecane wpisy