Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Petropolis". Anya Ulinich

Nagłe wyjazdy jak nocne telefony nie należą do rzeczy przyjemnych. Wręcz przeciwnie. Wszystko staje na głowie. Tam, gdzie się znalazłam oprócz kilku sklepików odkryłam maleńką bibliotekę. Orócz standardowych pozycji z historii literatury, kilku dziwnych książek i stosów romansów wyszperałam parę pozycji. Dwie z nich doprowadziły mnie prawie do łez - dziwna, lekko masochistyczna skłonność czytania do końca nawet tych powieści, które przy słowie "powieść" nawet nie stały - o nich poniżej. Ale książka o soczyście zielonej okładce mnie zachwyciła, oczarowała, wzruszyła do głębi, obudziła jakieś podstępne złodziejskie tendencje i chęć zawłaszczenia. Cudowny powiew świeżości w zalewie powstających jak grzyby po deszczu książkach o tematyce obyczajowej, szumnie to nazywając.

Sasza Goldberg to ciemnoskóra, rosyjska nastolatka o żydowskich korzeniach mieszkająca w jednych ze stalinowskich miast na Syberii. Azbest II, niegdyś duma i modelowe miasto górnicze, teraz budzący koszmary moloch o trujących wyziewach, zamieszkany przez bezrobotnych, zrezygnowanych ludzi, próbujących w skonstruowanych przez siebie rurach mieszkalnych stworzyć jako takie warunki egzystencji i zapijających tanim alkoholem własną bezsilność i codzienny koszmar. Prąd dostarczany tylko przez kilka godzin w ciągu doby. Brak miejsca na indywidualizm, wlasne zdanie, własne poglądy. Czas się zatrzymał. Ojciec dziewczyny opuścił rodzinę jak tylko nadarzyła się okazja i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Sasza, od dziecka przez matkę wycelowana niczym strzała w doskonałość*1, spędza czas na zajęciach pozalekcyjnych w myśl zasady: Dzieci z inteligenckich rodzin nie zajmują się głupstwami, gdy wracają po południu do domów*2. Pianino, skrzypce, balet, jazda na łyżwach plus nieustające pomysły ma dietę. I nic się nie udaje. Sasza nie potrafi jeździć na łyżwach, nie ma słuchu i jest zwyczajnie za pulchna na baletnicę. Lubow, matka Saszy nie traci nadziei i zapisuje córkę na zajęcia ze sztuki. Tam Sasza wsiąka w specyficzne towarzystwo, poznaje smak alkoholu i pierwszej miłości.

Kiedy zachodzi w ciążę a matka uzurpuje sobie dziecko, Sasza wyjeżdża do Ameryki jako tzw. wysyłkowa panna młoda i tam ogląda życie z zupełnie innej perspektywy. Wszysko dla niej jest nowe, bajecznie kolorowe i piękne. Zachwyca się herbatą w torebkach i papierowymi ręcznikami. Nikt nie ogranicza jej swobód, niczego nie zakazuje, nie mówi co i jak ma myśleć. Po ciężkich początkach - znajomość języka, przystosowanie do nowych warunków - Sasza opuszcza swojego amerykańskiego męża, ląduje u bogatej, ortodoksyjnej rodziny z Chicago jako "ulubiony radziecki Żyd", trafia do Brooklynu w poszukiwaniu ojca cały czas mając w pamięci córkę i całym sercem pragnąc znów ją przytulić.

Cudna, wspaniała, niesamowicie ciekawa książka. Ukazuje jak bardzo czas i miejsce, w którym przychodzi się na świat, ma ogromny wpływ na dalsze życie. Jak bardzo i boleśnie może zaboleć "amerykański sen". Jak brutalna była i nadal jest komunistyczna rzeczywistość. Sasza i jej specyficzna, momentami wręcz absurdalna podróż imigranta, zamieniająca jeden rodzaj niewoli na inny, nieustające próby ucieczki od zastanej rzeczywistości by na końcu odnaleźć spokój, miłość i zgodę samej z sobą. Mimo wielu nieszczęść Sasza nie traci poczucia własnej godności, przed gorzką teraźniejszością ratuje ją specyficzne poczucie humoru i "wewnętrzna emigracja", niczym nieograniczona wyobraźnia.

Bardzo unikalny sposób ukazania dorastania, subtelna mieszanka realizmu i absurdu, pełna komicznych elementów i bardzo osobliwych bohaterów. Bez bogatych, egzaltowanych panienek z przyziemnymi problemami, muskularnych facetów, drogich ciuchów, samochodów i domków nad morzem z własną plażą. Wspaniała odmiana. Gorąco polecam.

 

*1 tamże, str.344

*2 tamże, str.9

niedziela, 01 sierpnia 2010, mrsantares

Polecane wpisy

  • "Czerwony rower". Antonina Kozłowska

    Naprawdę nie wiem, co można jeszcze napisać o tej książce. A napisano sporo, co zdążyłam zarejestrować. To bardzo "moja" książka. Mój świat z domowymi ciastami,

  • "Fausta". Krystyna Kofta

    Zaintrygowała mnie ta chłodna, by nie napisać mroźna, okładka. Nie sposób było ją pominąć. I tytuł, wywołujący dziwne skojarzenia. I nie, nie kojarzy mi się z a

  • "Skąd wieje wiatr". Maja Margasińska

    ... piszę, żeby potwierdzić się choć trochę. Z każdym napisanym słowem JESTEM bardziej. Pojawiłam się w Twoim życiu z nieistnienia, tylko w słowach, czy zatem b

Komentarze
imantra
2010/08/01 19:07:18
długo Cię z nami nie było. :) Twoja recenzja daje dużo świeżości pośród książek jak i ta zielona, pełna życia okładka! chyba się skuszę, o ile tylko znajdę tę pozycję pośród zakurzonych półek miejskiej biblioteki.
-
2010/08/02 07:50:53
Oj, długo, długo :) , czas się wziąć do pracy;))
I nie jest to jakaś stara pozycja, na pewno będzie w bibliotece, tak myślę.
Skuś się skuś:))