Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Moja siostra, moja miłość." Joyce Carol Oates

Ta książka to moja klątwa i przekleństwo ostatniego tygodnia. Budziła okazjonalne ataki słownej agresji, której nie powstydziliby się marynarze i chęci wyrzucenia jej przez okno. A jednocześnie hipnotyzowała i uzależniała, cały czas siedziała gdzieś z tyłu głowy, nawiedzała, męczyła okrutnie. Brałam ją nawet do pracy, mimo kompletnie nieporęcznego formatu i czytałam pokątnie, na kolanie pod biurkiem, momentami bezczelnie na widoku. Bo nie potrafiłam się od niej oderwać.

To zbeletryzowana historia zainspirowana tajemniczym i do dzisiaj niewyjaśnionym morderstwem sześcioletniej JonBenet Ramsey, wielokrotnej uczestniczki konkursów piękności, która swego czasu wstrząsnęła Ameryką, z racji przedłużającego się śledztwa, samej ofiary - młodziutka dziewczynka o twarzy aniołka i podejrzeń co do zaangażowania rodziny w zabójstwo.

Opowieść o tajemniczym morderstwie piekielnie utalentowanej, sześcioletniej łyżwiarki figurowej, Bliss Rampike, której ciało znaleziono w piwnicy rodzinnego domu. Historię opowiada starszy brat Bliss, Skyler, 10 lat po morderstwie, próbujący w swoistej spowiedzi rekonstruować życie swojej siostry, otrząsnąć się z dziecięcej traumy, uspokoić sumienie, zrozumieć, wybaczyć.

Idealny przykład dysfunkcyjnej rodziny, z tabloidowej Ameryki, takiej z podmiejskich willi, eleganckich dzielnic, wypielęgnowanych ogrodów, tudzież trawników, z latynowską służbą, klubami i chorobliwym dążeniem do zaistnienia w wyselekcjonowanym towarzyskim światku, bez względu na cenę. Gdzie chorobliwe i niespełnione ambicje niszczą - dosłownie  - życie dzieci, pod pozorem działań dla ich dobra i dawania im tego, co najlepsze.

Matka, Betsey Rampike, to ponad trzydziestoletnia, ładna kobieta, próbująca zaistnieć w szczelnym światku podmiejskich snobów. Rozpaczliwie pragnie odnaleźć się w roli gospodyni domowej, pięknej żony robiącego zawrotną karierę przystojnego i szarmackiego męża. Próbuje dojrzeć sens swojego życia w religijności, w ciągłych modlitwach do Jezusa, powierzchownych i momentami absurdalnych, w alkoholu, lekach psychotropowych, w towarzyskich spotkaniach. Gdy jej nadzieje na uznanie legną w gruzach po wypadku starszego dziecka - małego mężczyzny mamusi - całą swoją niespełnioną żądzę sukcesu przelewa na córkę, z jej nagle odkrytym talentem łyżwiarskim. Wszystko inne przestaje istnieć. Robi z córki nakręcaną lalkę, wręcz zombi, z wyćwiczonym uśmiechem, tlenionymi włosami i w emanujących erotyzmem kostiumikach. Nawet zmiana imienia z Edny na Bliss - Rozkosz narzuca pęd matczynych ambicji. Mała wożona jest ciągle do fryzjera, na treningi, do psychiatry, pediatry, ortodonty, faszerowana lekami, spędzająca mnóstwo czasu z makijażystkami aby emanować tą urodą porcelanowej lalki, tą kruchością i niewinnością1*. Zaczyna się izolacja, samotność, domowi nauczyciele, brak kontaktu z rówieśnikami. Wszystko podporządkowane zaistnieniu, poszerzaniu kontaktów, pławieniu się w księżycowym odbiciu sławy córki.

Ojciec, Bix, to były futbolista, prostak, przystojny karierowicz, prawiący potworne banały cham udający inteligenta - jego błędy językowe, wkrety,cytowanie i mieszanie słowne różnych pojęć bawią przy jednoczesnym bólu zębów. Jak fachowo mi powiedziano Bix ma skłonność do malapropizmów. Jego sportowe ambicje doprowadzają do kalectwa starszego dziecka. Podoba się kobietom, nie stroni od używek, romansuje i próbuje na siłę dowieść sobie i przede wszystkim światu, że jest wspaniały, utalentowany i jakże amerykański w dążeniu do sukcesu.Wymaga wielu rzeczy a nade wszystko nie cierpi życiowych niespodzianek. Szczególnie dotyczących rodziny. Niespodzianki mają być wyłącznie tatusia.

Skyler to dziecko, które zawiodło. W wieku kilku lat uległo ciężkiej kontuzji, niwecząc ambitne plany rodziców. Żyje izolowanym światem ekskluzywnych, snobistycznych szkół, wspólnymi zabawami zainicjowanymi przez matki, walczący po cichu o miłość matki, akceptację surowego ojca i mimo reflektora skierowanego tylko na Bliss, kochającego swoją młodszą siostrzyczkę. Gdy mała ginie, fałszywy szczęśliwy rodzinny świat pęka, rodzice się rozwodzą, zaczyna się tabloidowe i medialne piekło a Skyler kończy w kolejnych zakładach, szkołach psychiatrycznych.

Ciężki, okropny świat ukazała Oates. Momentami miałam ochotę na kąpiel, tak obrzydliwy, paskudny i odrażający jest jego opis. Świat dzieci z tych snobistycznych przedmieść przyprawia o mdłości. Eksploatowane do granic możliwości przez rodziców, skazane na ciągłe udowadnianie, że warte są miłości i pokładanych w nich nadziei, faszerowane kłamstwami, obarczane winą za zdrady, cierpiące na różne symptomy i modne? zaburzenia psychiczne - "ofiara zespołu utalentowanego dziecka", "wczesny zespół zaburzeń równowagii", dyslekcja czy "pierwsze stadium ostrej melancholi" lub "kompulsywnego powtarzania". Faszerowane lekami, o przepełnionym rozkładzie zajęć i to najczęściej ukierunkowanym. Normalność to przeciętność a tym nie można się popisać w snobistycznych klubach. I rodzice. Ta potworna manipulacja. Ta powierzchowna amerykańska religijność - ślepo posłuszni i nieugięci w swej wierze. Co nie przeszkadzało wykorzystywać śmierci dziecka do celów medialnych - aby zaistnieć, marketingowych - laleczki wzorowane na zamordowanej córce. Ten ich lęk przed publiczna kompromitacją.A sama zagadka śmierci Bliss - dla wprawnego detektywa nietrudna do rozszyfrowania.

Mimo bardzo, bardzo nerwowej i chaotycznej narracji, mnóstwa przypisów, dziwnych skreśleń, wkrętów jakby nie z tej bajki, długich dygresji - ja wiem, że to zamierzony efekt - pisze to przecież skrzywiony psychicznie nastolatek -  ale jakże denerwujący! - książka godna jak najbardziej polecenia. Naprawdę.

Podpisuję się wszystkimi łapami.


*1 tamże, str. 18

wtorek, 31 sierpnia 2010, mrsantares

Polecane wpisy

  • "Czerwony rower". Antonina Kozłowska

    Naprawdę nie wiem, co można jeszcze napisać o tej książce. A napisano sporo, co zdążyłam zarejestrować. To bardzo "moja" książka. Mój świat z domowymi ciastami,

  • "Fausta". Krystyna Kofta

    Zaintrygowała mnie ta chłodna, by nie napisać mroźna, okładka. Nie sposób było ją pominąć. I tytuł, wywołujący dziwne skojarzenia. I nie, nie kojarzy mi się z a

  • "Skąd wieje wiatr". Maja Margasińska

    ... piszę, żeby potwierdzić się choć trochę. Z każdym napisanym słowem JESTEM bardziej. Pojawiłam się w Twoim życiu z nieistnienia, tylko w słowach, czy zatem b

Komentarze
2lewastrona
2010/09/04 11:44:41
hah niezł zamysł autroki. moze i ja sie podenerwuje i siegne po nią.. ale to kiedys kiedys.. bo teraz mam stosy zalegajace i czekajace na swoją kolej...
-
2010/09/04 12:02:02
mocna pozycja, tym bardziej że autorka posiłkowała się prawdziwym zdarzeniem - poczytałam trochę o tym morderstwie i mną zatrzęsło - za diabła nie zrozumiem tych konkursów piękności dla dzieci - robią z nim potwory