Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Żona piekarza" Marcel Pagnol

Na tak specyficzny czas, jaki teraz nastąpił, wbrew ogólnemu smutkowi i przygnębieniu, postanowiłam otaczać się dobrymi, pozytywnymi rzeczami, bo , mimo bardzo ciekawych czasów w jakich przyszło nam żyć, wszystko idzie do przodu.

A ta niewielka książeczka jest wprost idealna, pisana w formie dramatu, przenosi w rozbrajająco prosty światek prowansalskiej prowincji, tak małej, że wszyscy tu wszystkich znają, wiedzą o sobie wszystko. I jak to przeważnie bywa panują tu wzajemne ciche wojny, trwające od tak dawna, że "dziadkowie nie wiedzieli dlaczego, bo to jeszcze dawniejsza sprawa". Gdzie cień wiązu lub nieodpowiedni tytuł prenumerowanej gazety prowadzi do ostrych sąsiedzkich sporów. Życie w górskiej wiosce toczy się leniwym nurtem a jedynym zmartwieniem mieszkańców jest brak świeżego pieczywa. Ponieważ piekarz zginął śmiercią samobójczą, wszyscy zmuszeni są do kupowania chleba w odległym miasteczku. Przybycie nowego piekarza wraz z młodą i piękną żoną to bez mała święto. Piekarz obdarzony wspaniałym kulinarnym kunsztem od razu zjednuje sobie mieszkańców. Wszystko toczy się harmonijnym rytmem, wybijanym przez kościelne dzwony i zapach pieczonych bochenków. Szczęśliwie i sielsko, do czasu aż piękna żona ucieka z młodym, przystojnym pasterzem. Zrozpaczony i zdradzony na oczach całej społeczności piekarz gasi piec i postanawia nie upiec już ani jednego chleba. Czyn ten dla mieszkańców to małe trzęsienie ziemi i postanawiają odłożyć na bok wszelkie niesnaski i zjednoczyć siły w odnalezieniu niewiernej piekarzowej.

Cudowna opowieść o bezgranicznej, bezwarunkowej miłości i przebaczeniu. Jej siła tkwi w prostocie przekazywania uniwersalnych prawd, tak oczywistych, że wręcz banalnych i traktowanych po macoszemu. Sama okładka autorstwa J. J. Sempe, ilustratora przygód Mikołajka wprost kusi i zachęca do przejrzenia treści. Podczas czytania prawie czuć zapach świeżych, chrupiących bochenków. Szczerze polecam


czwartek, 15 kwietnia 2010, mrsantares

Polecane wpisy

  • "Czerwony rower". Antonina Kozłowska

    Naprawdę nie wiem, co można jeszcze napisać o tej książce. A napisano sporo, co zdążyłam zarejestrować. To bardzo "moja" książka. Mój świat z domowymi ciastami,

  • "Fausta". Krystyna Kofta

    Zaintrygowała mnie ta chłodna, by nie napisać mroźna, okładka. Nie sposób było ją pominąć. I tytuł, wywołujący dziwne skojarzenia. I nie, nie kojarzy mi się z a

  • "Skąd wieje wiatr". Maja Margasińska

    ... piszę, żeby potwierdzić się choć trochę. Z każdym napisanym słowem JESTEM bardziej. Pojawiłam się w Twoim życiu z nieistnienia, tylko w słowach, czy zatem b