Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Niewidoczni akademicy" Terry Pratchett

Z autorem wiąże się niewytłumaczalna dla mnie zagadka. Cokolwiek ten starszy pan w śmiesznym kapeluszu napisze ja to kupuję. Jestem jego dozgonną fanką mimo, że ostatnie książki z cyklu Świat Dysku nie powalają na kolana. Co oczywiście nie znaczy, że są nieciekawe czy nudne. Co to, to nie. Przeogromna wyobraźnia autora, połączona ze specyficznym humorem i postawieniem na głowie znanych baśni i ludowych przypowieści daje mocną mieszankę.

Tym razem dostało się przede wszystkim temu czemuś co mężczyzni namiętnie kochają a kobiety nie potrafią zrozumieć czyli piłce nożnej. Sama jestem w pracy mimowolnie edukowana - tzw. marketing wirusowy - w tej dziedzinie sportu, co znacznie przyczyniło się do odkrycia wielu smaczków i niuasów w powieści.

Magowie Niewidocznego Uniwersytetu, porażeni wizją trzech li tylko posiłków dziennie, postanawiają wystawić własną drużynę do gry w "kopnij piłkę" niezwykle popularną na ulicach Ankh-Morpork. Lord Venitari, który zrewolucjonizował słowo "tyrania", ma również własne plany odnośnie przywrócenia tradycji gry w piłkę. A jemu się nie odmawia. Magowie, przy pomocy utalentowanego w kopaniu puszki Trevora Likeya i pana Nutta, teoretycznie goblina, uczą się grać, tak by wygrac mecz bez korzystania z magii.

Nie tylko piłka króluje w powieści. Poznajemy nocną kuchnię, prowadzoną przez Glenę-mistrzyni zapiekanek i Juliet-skrząca piękność, zaznajamiamy się z pracą uniwersyteckich ściekaczy świec - Trevor i pan Nutt, bardzo ważne zajęcie ponieważ żaden tradycyjny mag (...) nie mógłby pracować przy blasku czystej, gładkiej, można wręcz powiedzieć: dziewiczej świecy. Zaglądamy za kulisy prężnie rozwijającego sie przemysłu modowego nie tylko dla krasnoludów i zapoznajemy się z genezą powstania pewnej rasy, którą uważano za wymarłą.

Pratchett nie byłby sobą, gdyby nie przetworzył na swój specyficzny sposób popularnych elementów współczesnej kultury. Nawiązuje do okrutnych grimmowskich baśni, przerabia wdzięcznie motyw Pięknej i Bestii, wplata wątki musicalu West Side Story. Nawet można usłyszeć dalekie echa sztuki "Cyrano de Bergerac" Rostanda.

To książka nie tylko o sporcie. Autor od jakiegoś czasu uderza w poważne tony. Moim zdaniem piłka nożna jest mocnym tłem dla powieści o wyrozumiałości, tolerancji, próbie zrozumienia tego co inne i strachu przed tym co nieznane, walce z okrutnymi uprzedzeniami, poszukiwaniu własnej wartości i godnego życia, kształcenia i możliwości wyrażania siebie takim jakim zostało się stworzonym bo czy lampart może zmienić swoje centki?. I aby wyjść ze swojego ciepłego miłego grajdołka i zobaczyc co dzieje się poza nim. Bo inaczej skończymy w wiadrze krabów.

Zagorzałych wielbicieli cyklu nie ma sensu namawiać, a ci co nie znają powinni zacząć romans ze Światem Dysku od wczesniejszych powieści. Ja na pewno kupię następną.


sobota, 17 kwietnia 2010, mrsantares

Polecane wpisy

  • "Ja, diablica." Katarzyna Berenika Miszczuk

    Zaciekawiona byłam strasznie, co też poczytuje pokątnie w pracy młodsza siostra, o czym tak długo rozmawia przez telefon i co tak strasznie przeżywa, nazywając

  • "Pan Lodowego Ogrodu" Jarosław Grzędowicz

    Nie miała baba kłopotu, to zachciało się czegoś "lekkiego" i ze smaczkiem, co by zbytnio się nie przemęczać, to się napatoczył pan Grzędowicz i baba wpadła jak

  • "Księga cmentarna". Neil Gaiman

    Z tym panem to miałam chyba podobne dzieciństwo.:) Ilekroć sięgam po książki jego autorstwa, zawsze coś nieuchwytnego, zakorzenionego gdzies głęboko, zadrga pod