Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy
Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu

"Betonowy ogród". Ian McEwan

Nikt nie ustrzeże pustego domu...

Debiut literacki McEwana. Sama sobie winna. Chciałam coś małego, czytaj cienkiego i straciłam sporo czasu. W pozytywnym sensie, bo to kawałek naprawdę dobrej książki. Mało przeczytałam do tej pory książek, z których nie wykreśliłabym prawie żadnego zdania. "Betonowy ogród" do nich należy. I chociaż poklnęłam zdrowo nad końcówką, po namyśle przyznaję autorowi rację.

To nie jest książka łatwa i przyjemna, o nie. Gęsta od emocji, hermetyczna powieść, opisująca specyficzne, kontrowersyjne, balansujące na skraju niezdrowego skandalu relacje między czwórką rodzeństwa, które w krótkim czasie straciło obydwoje rodziców. Ojciec, pielęgnujący przydomowy ogródek umiera na zawał. Matka, do pewnego momentu radząca sobie z prowadzeniem domu, kładzie się do łóżka pokonana dziwną słabością i odtąd życie rodzinne koncentruje się w pokoju matki. Gdy rodzicielka umiera, najstarsza córka, Julia przejmuje obowiązki pani domu. Postanawia, razem z Jackiem- to z jego punktu widzenia poznajemy powolną degradację rodziny - nie upubliczniać śmierci matki. Boją się ingerencji opieki społecznej, która mogłaby oddać najmłodszych do domów zastępczych. Pragną uchronić rodzinę przed rozdzieleniem. Chowają rodzicielkę w piwnicy, w kufrze wypełnionym betonem.

Każde z rodzeństwa radzi sobie na swój sposób z zaistniałą sytuacją. Julia dość swobodnie próbuje wyznaczać zasady panujące w domu, bawi się w "bycie dorosłą". Jack, wchodzący w trudny wiek dojrzewania, niedojrzały emocjonalnie nastolatek, fantazjujący erotycznie o Julii, nieprzykładający wagi do podstawowych zasad higieny, Sue uciekająca przed samotnością w świat pamiętnika i najmłodszy, Tom, który przechodzi swoisty regres, od chęci bycia dziewczynką do "dzidziusia".

Książka z marszu kojarzy się z "Władcą much" Wiliama Goldinga. Ten sam motyw wyzbywania się dziecięcej niewinności i bezpardonowego wcielania w dorosłość. Autor nie rogrzesza ani nie pochwala a tym bardziej nie potępia chorobliwych związków między rodzeństwem. Sytuuje akcję w wyalienowanym, zaniedbanym domu gdzieś na peryferiach, podczas dusznego, upalnego, sennego lata. To powieść pełna symboli, wywołująca dość skrajne reakcje. Moja znajoma, z wykształcenia psycholog, dała istny wykład o ewolucji archetypów modelu rodziny, stereotypów dotyczących płci - tutaj dominuje płeć piękna oraz kazirodztwa. Moim zdaniem -trzeba znać.

piątek, 23 kwietnia 2010, mrsantares

Polecane wpisy

  • "Czerwony rower". Antonina Kozłowska

    Naprawdę nie wiem, co można jeszcze napisać o tej książce. A napisano sporo, co zdążyłam zarejestrować. To bardzo "moja" książka. Mój świat z domowymi ciastami,

  • "Fausta". Krystyna Kofta

    Zaintrygowała mnie ta chłodna, by nie napisać mroźna, okładka. Nie sposób było ją pominąć. I tytuł, wywołujący dziwne skojarzenia. I nie, nie kojarzy mi się z a

  • "Skąd wieje wiatr". Maja Margasińska

    ... piszę, żeby potwierdzić się choć trochę. Z każdym napisanym słowem JESTEM bardziej. Pojawiłam się w Twoim życiu z nieistnienia, tylko w słowach, czy zatem b

Komentarze
2010/04/29 14:54:17
Z twórczością McEwana zaczęłam zapoznawać się w tym tygodniu, jestem już po "Amsterdamie", ale jeszcze przed "Betoonowym ogrodem". Jego ksiażki chyba takie są, gęste od emocji, niekoniecznie przyjemne w odbiorze
Pozdrawiam
-
2010/04/29 19:43:00
Bsmetanka - dokładnie tak jak piszesz, ja przeczytałam na razie "Betonowy ogród" i "Pokutę" - i wolę tą ostatnią
Również pozdrawiam